Biedronka wprowadziła zmiany, które oburzyły pracowników: „Tu wcale nie chodzi o bezpieczeństwo”. Jest afera

Biedronka

Biedronka

Sieć sklepów Biedronka wydłużyła godziny otwarcia sklepów, a pracownicy podnieśli alarm. Jak sytuacja wygląda z drugiej strony? Co tak naprawdę chcą osiągnąć właściciele dyskontu?

Biedronka jest siecią sklepów, w której Polacy najchętniej zaopatrują się w produkty spożywcze. Dyskont regularnie przygotowuje dla swoich klientów mnóstwo promocji, dzięki którym można sporo zaoszczędzić. W sklepach praktycznie zawsze są tłumy, które polują na atrakcyjne oferty. Każda nowa gazetka sieci kryje dla klientów niejedną cenową okazję. Ze względu na pandemię koronawirusa, we wszystkich Biedronkach w Polsce zostały wprowadzone nowe zasady działalności.

Biedronka: nowe zasady zakupów

Sieć od samego początku bardzo rygorystycznie stosuje się do wprowadzonych przez rząd obostrzeń dotyczących zakupów. Według najnowszych przepisów na terenie marketu może znajdować się nie więcej niż 3 osoby przypadające na jedną kasę. Między godzinami 10-12 w sklepach mogą przebywać jedynie osoby powyżej 65 roku życia. Przy wejściu do każdego z punktów znajdziecie również obowiązkowe dla kupujących rękawiczki jednorazowe.

Biedronka: pracownicy oburzeni zmianami

Sieć ze względu na panującą pandemię wprowadziła również szereg udogodnień dla swoich klientów w okresie świątecznym. W sklepach zostały wydłużone godziny pracy – tak, aby każdy klient zdążył zrobić zakupy. Dyskonty w dniach od 7 do 10 kwietnia są otwarte przez całą dobę. W Gazecie Pomorskiej sprawa została skomentowana zarówno przez pracowników, jak i związkowców.

Mamy pracować jeszcze dłużej i więcej, by klienci rozłożyli zakupy w czasie i nie gromadzili się tłumnie. Tu na pewno nie chodzi o bezpieczeństwo ludzi, a o jak największy zysk – oburza się kasjerka jednego z obleganych punktów.

Biedronka w czasie pandemii koronawirusa

Biedronka w czasie pandemii koronawirusa

Według pracownicy dyskontu dyrekcji sklepu zależy tylko i wyłącznie na utrzymaniu wysokich zysków ze sprzedaży, a „szary” pracownik musi dostosować się do wprowadzonych zasad.

Firma szantażuje nas zwolnieniami, nie obchodzi ją, że niektórzy nie mają jak dojechać, bo mieszkają poza miastem, a autobusy kursują rzadziej lub nawet wcale. Sklepy wydłużają godziny pracy, mieszają pracowników nie rozdzielając zmian. Dla mnie to niedorzeczne. Lepiej skrócić czas, by ograniczyć liczbę zachorowań. Ludzie piszą w portalach społecznościowych: Świństwo, chamstwo! Traktują nas jak śmieci – żali się kasjerka.

Biedronka komentuje swoje działania jako wsparcie dla klientów, którzy ze względu na panujące obostrzenia mają ograniczoną możliwość w zrobieniu podstawowych zakupów. Sieć dyskontów wydłużając godziny otwarcia, chce rozbić tworzące się przed wejściem do sklepów kolejki.

Uwzględniając nowe zarządzenia, wydłużamy godziny pracy sklepów, by móc obsłużyć wszystkich klientów, zapewniając jednocześnie większe bezpieczeństwo i komfort – wyjaśnia Biedronka.

Głos w tej sprawie zabrał również  Jan Dopierała, prezes Kujawsko-Pomorskiego Międzybranżowego Związku Zawodowego.

Pracownicy handlu przyjmują te zmiany z ogromnym żalem, większego nie pamiętam. Znam wiele osób, które naprawdę nie będą miały jak dojechać na nockę. Mają do pracy 20 kilometrów i więcej. Autobusy jeżdżą rzadziej, w weekendy wcale. Nie każdy ma prawo jazdy. Zostaje rower? I proszę sobie też wyobrazić, kto pójdzie na zakupy o godzinie drugiej w nocy? Przecież to absurd.

Na czas pandemii może Biedronka powinna zmienić hasło reklamowe na „Niskie ceny przez całą dobę”?

Zobacz także: Biedronka zwiększa liczbę klientów. Wychodzi naprzeciw potrzebom, a przy tym sprytnie omija obostrzenia


Biedronka w czasie pandemii koronawirusa

Biedronka w czasie pandemii koronawirusa

Biedronka w czasie pandemii koronawirusa

Biedronka w czasie pandemii koronawirusa

Biedronka w czasie pandemii koronawirusa

Biedronka w czasie pandemii koronawirusa

Komentarze

Najczęściej czytane dziś

Zobacz również

Może Cię zainteresować

×