WAŻNE
TERAZ

Antyszczepionkowcy w akcji. Zdemolowana sala sądu, opluty lekarz

Paulina Smaszcz ROZLICZA SIĘ z Maciejem Kurzajewskim w nowej książce. "Nie było go. Zniknął"

Paulina Smaszcz od lat wytyka Maciejowi Kurzajewskiemu liczne zaniedbania, których dopuścił się w trakcie ich małżeństwa. W swojej nowej książce zarzuciła mu porzucenie w chorobie. – Gdy przyszło do mojej choroby – jego zabrakło. Nie zdziwiło mnie to, ale zabolało – napisała w poradniku "Jak kochać i pracować, by nie zwariować" (Wyd. Chmury).

Paulina SmaszczPaulina Smaszcz wytknęła Maciejowi Kurzajewskiemu, że zostawił ją w chorobie
Źródło zdjęć: © KAPIF, Wydawnictwo Chmury
Sergiusz Królak

Paulina Smaszcz od dawna zapowiadała swoją nową książkę, którą współtworzyła z kilkoma mężczyznami. W obszernym poradniku, który w końcu pojawił się na rynku, podzieliła się z czytelniczkami radami w temacie komunikacji damsko-męskiej, seksu czy "demonów psychiki". Opisała także własne doświadczenia, w tym trudny czas rozstania z mężem. W jednym z rozdziałów wytknęła Maciejowi Kurzajewskiemu, że zostawił ją w chorobie, o czym zresztą już wielokrotnie mówiła w wywiadach.

Kędzierski współprowadził głośny wywiad ze Smaszcz i Hakielem. Zapytaliśmy go o zaproszenie "Kurzopków"

Paulina Smaszcz; "Jak kochać i pracować, by nie zwariować" [FRAGMENT KSIĄŻKI]

Rozdział 9. Wnętrze kontra opakowanie – komu naprawdę zależy na tym, co w środku?

Ulala! To dopiero będzie opowieść o "kobiecie po przejściach". Długo zastanawiałam się, jak ująć temat wizerunku, aktywności i diety w życiu kobiet, które już sporo przeszły. Które codziennie mierzą się z brakiem motywacji, siły, zaufania do własnych możliwości. Które zadają sobie pytanie: "Czy to jeszcze ma sens?". Które próbują wytłumaczyć same sobie, że działają dla siebie – choć często już nie mają siły. Z zaniżoną samooceną i wątpliwościami, czy warto jeszcze się o cokolwiek starać.

Ale właśnie dlatego warto o tym pisać – bo to nie jest opowieść o idealnym ciele, tylko o ciele realnym. O ciele, które nosi historię. I które może być punktem wyjścia – nie do "naprawy", ale do odzyskania siebie.

(...)

Jestem po pięciu operacjach kręgosłupa. Trzy razy pojawił się niedowład. Przy trzeciej operacji wydarzył się – jak to określił lekarz – "incydent". Zarażono mnie gronkowcem, który wdał się w kości miednicy i kręgosłupa. Wysoka gorączka, izolacja, morfina, leżenie. Wiele z tamtego czasu pamiętam jak przez mgłę. Pamiętam tylko ból i swój własny krzyk, gdy próbowano mnie przewinąć albo choć trochę poruszyć. (...) Leżałam w izolatce – bo oprócz wszystkiego innego pojawił się jeszcze covid. I nikt nie mógł mnie odwiedzać. Moja przyjaciółka Solomija przywoziła mi czyste rzeczy, pościel, herbatę, karteczki z wiadomościami. Zostawiała wszystko pielęgniarkom. Nigdy nie mogła mnie zobaczyć.

Paulina Smaszcz ujawniła, że nie mogła liczyć na męża w chorobie

Wróciłam do domu jako cień siebie. Kobiecy wrak. No i jakby było mało, USG wykazało guz na jajniku. Pomyślałam sobie: "Naprawdę? Co jeszcze? Panie Boże, ześlij na mnie wszystko za jednym razem. Poradzę sobie, tylko błagam, nie kropla po kropli, bo przestanę widzieć światło w tunelu, tylko będzie na mnie pędził rozpędzony pociąg".

I wtedy one – cztery moje przyjaciółki: Solomija, Agnieszka, AgaDominika – zaczęły opiekować się mną 24 godziny na dobę. Zmieniały się codziennie. Myły mnie, karmiły, podawały leki, przebierały, pilnowały, żebym nie została sama z bólem. Dziękuję im za to z całego serca. I będę wdzięczna do końca życia.

A ojciec moich dzieci? Nie było go. Zniknął. A przecież pamiętam dobrze – kiedy to on miał zapalenie wyrostka albo skręconą kostkę, byłam na każde skinienie. Dzień i noc. Gdy przyszło do mojej choroby – jego zabrakło. Nie zdziwiło mnie to, ale zabolało. Dość. I tak napisałam o nim więcej, niż wypada o kimś, kto w najtrudniejszym momencie po prostu uciekł.

Kiedy byłam gotowa, by zacząć rehabilitację, wracałam do absolutnych podstaw: podnieść nogę, zgiąć kolano, stanąć na palcach, unieść rękę za głowę. Każdy ruch wywoływał ból. Ale miałam cel. Chciałam żyć dla mojego młodszego syna. Przeprowadzić go przez liceum, maturę, wesprzeć w pierwszych krokach na studiach. Potem – myślałam – mogę już odejść. Wtedy nic więcej nie będzie miało znaczenia. Nie chciałam być dla nikogo ciężarem.

Julek czytał mi na głos. Sama nie byłam w stanie utrzymać książki, skupić wzroku. Dni mijały powoli, mozolnie. Codziennie ćwiczyłam, choć moje ciało mówiło "dość". Minął kolejny rok. Nie jestem już tak sprawna jak kiedyś. Ruchy stały się ograniczone, ciało cięższe o 14 kg. Ból był stałym towarzyszem. Bałam się ludzi, potknięcia, tłumu. Unikałam spotkań.

Wcześniej byłam wysportowaną kobietą – 178 cm, 58 kg. Teraz byłam cieniem tamtej siebie. Kiedy nie ćwiczyłam, ból neurologiczny stawał się nie do zniesienia. A jeszcze ten cholerny gronkowiec. Męczyłam się przy najprostszych czynnościach. Szukałam pomocy. Jedni obiecywali cuda w butelce z suplementem. Inni w modnym hasztagu. Wszystko to ściema. Pięknie mówią, reklamują się w socialach, robią wrażenie.

A efekt? Żaden. Dopiero moja przyjaciółka Beata, która mieszka na stałe w USA, przysłała mi materiały o kuracji, która od wielu lat jest stosowana w Azji, ale w Europie i USA jeszcze raczkuje. To ekstrakt z komórek macierzystych z rogów jelenia. Beata zainwestowała w produkt i również dzięki temu obecnie czuję się świetnie, a jeśli tylko będę miała taką szansę, chce tę kurację przyjmować do końca życia oraz szerzyć o niej informacje, bo jest szansa, że wielu ludziom może ona pomóc. Dostałam dobro i szansę, chcę je przekazać dalej.

Spałam po 14-16 godzin dziennie. Wstawałam zmęczona, wypompowana. Starczało mi sił na trzy godziny – mycie, jedzenie, ogarnięcie siebie i przestrzeni. A przecież musiałam funkcjonować. Pracować. Zarabiać. Żyć. Błąkałam się między lekarzami, rehabilitantami, trenerami, osteopatami, cudotwórcami. Wiek nie był sprzymierzeńcem – hormony szalały, menopauza wchodziła jak burza.

Lęk, strach, rozpacz. Myśli samobójcze. I to uczucie, że wszystko się kończy. Moja praca z Michałem Bieńką – trenerem, dietetykiem, sportowcem. Trzy razy w czasie pracy z Michałem trafiłam do szpitala z silnymi krwotokami. Zabiegi. Histopatologie. Wyniki. I znów wszystko od nowa. Nie pojechałam na kobiecy camp w Sopocie – bałam się. Bałam się, że nie dojadę, że znów coś się wydarzy, że znów będę dla kogoś ciężarem.

Z kobiety petardy stałam się kobietą cieniem. Niewierzącą już w nikogo. A najmniej w siebie. Kiedy dr Paweł Wichrowskidr Maria Magdalena Wysocka-Bątkowska widzieli mnie na wizytach, byli załamani. Wstawałam na trzy razy, codzienny ból, brak snu. Nie mogłam się wyprostować ani schylić. To nie byłam ja.

Dostałam wsparcie emocjonalne i lekowe. Ale też jasne wskazanie: bez ruchu, bez codziennej pracy – zniknę. A mnie bolało powietrze, każdy mięsień. Ale wchodziłam po schodach. Powoli. Małymi krokami. I choć schodzenie w dół wciąż jest najtrudniejsze – jeszcze jestem. Jeszcze idę. Jeszcze walczę. Za opiekę i cierpliwość dziękuję moim lekarzom z całego serca.

Paulina Smaszcz opisała, jak podniosła się po chorobie

Aż w końcu przyszedł przełom. Nie pamiętam dokładnie, jak trafiłam na Michała Bieńkę (...), ale wiem jedno: to spotkanie zmieniło wszystko. (...) Ich program działa online, a ja ćwiczę codziennie z filmikami w aplikacji. Wpisuję parametry, wagę, wymiary, notuję swoje obserwacje. Dieta i suplementacja są modyfikowane na bieżąco, w zależności od moich wyników. Raz w tygodniu mam obowiązkową konsultację z trenerem – rozmawiamy nie tylko o postępach, lecz także o zjazdach, braku motywacji, zwątpieniu, przestojach. Bez ściemy. (...) Zgłosiłam się po pomoc nie po to, żeby wyglądać jak milion dolarów. Zgłosiłam się po to, by w ogóle móc chodzić. By mieć siłę wstać z łóżka, zejść po schodach, przestać bać się upadku. Poradzić sobie z bólem.

Zależało mi na odzyskaniu mobilności i złagodzeniu bólu, który każdego dnia odbierał mi godność. Wiedziałam, że jeśli nie zadbam o siebie teraz, to drugą połowę życia spędzę w mroku. Usłyszałam wtedy, że jeśli połączymy ćwiczenia z dobrze dobraną dietą, suplementacją i opieką lekarzy – ginekologa-endokrynologa, onkologa, neurologa – to może się uda. I że nie chodzi o cud, tylko o systematyczność. Nie obiecywano mi złotych gór, żadnego "dasz radę, bo jesteś silna". Była raczej trzeźwa diagnoza: "Zróbmy to razem, ale ja za ciebie nie poćwiczę. Wszystko zależy od ciebie".

Zaczęłam. Nie było łatwo. Niektóre tygodnie były kompletną porażką. Wstydziłam się przyznać, że nie miałam siły, że nie zrobiłam nawet jednego ćwiczenia, bo przeleżałam trzy dni z bólem. Fizycznym, psychicznym, rozbijającym. Ale dostałam uwagę, nie oceny. Wsparcie, nie żal. I dziś wiem – to nie szybka akcja, to nie projekt na lato. To sposób życia. Mięśnie nie utrzymują się same, a mobilność nie wraca z urlopu. Trzeba być dla siebie łagodną – ale też upartą.

Rozpoczęliśmy spokojnie, ale z rozmachem: ćwiczenia siedem razy w tygodniu, pakiet badań, analiza wyników, totalna zmiana diety, suplementacja, o której wcześniej nie miałam pojęcia. Michał – cierpliwy, skoncentrowany, bez cienia oceniania. Nigdy nie padło z jego strony słowo krytyki, nigdy nie poczułam się zawstydzona czy gorsza, nawet gdy nie dawałam rady. A były takie dni. Czasem musieliśmy się cofnąć, zrezygnować z planu, przeformułować cele. Bywało, że trzy kroki wstecz to jedyna droga, by postawić ten jeden właściwy w przód.

Dziś ćwiczę trzy razy w tygodniu, z lżejszymi obciążeniami, bo moje ciało nadal odbudowuje siłę i witalność. Ale doszliśmy tu razem – od tamtej kobiety z lutego 2023 roku, leżącej po operacjach, słabej, wykończonej bólem do mnie dziś. Opowiadam wam tę historię w maju 2025 roku. Przeszliśmy Himalaje. Razem. A pomiędzy treningami? Chodzę na długie spacery z moimi ukochanymi mopsikami. Wsiadam na rower. Jeśli odpuszczę, ból wraca. Jeśli śpię za krótko – nie mam siły. Jeśli nie zjem – energia znika. Teraz już wiem, że nie ma drogi na skróty. Wszystko jest ze sobą powiązane. I wszystko zaczyna się w głowie.

Nie zasypiam bez treningu. Znowu ważę swoje 58 kg. Razem z Michałem nadal modyfikujemy plan działania, szukamy najlepszych rozwiązań. Nadal mam konsultacje co tydzień – i czuję się tam bezpieczna. Nie muszę niczego udawać. Mówię otwarcie o tym, co boli – fizycznie i psychicznie. Dziewczyny z naszej facebookowej grupy są dla mnie jak rakiety, nie do dogonienia. Ale ja mam swoje "paulutkowe" tempo. I to wystarczy. I jestem za to tempo, za to wszystko – wdzięczna do łez.

Dziękuję losowi – naprawdę. Za to, że dostałam szansę. Że dzięki własnej pracy, determinacji i pomocy mądrych, dobrych ludzi mogłam zawalczyć o siebie. O własne zdrowie, ciało, sprawność. Wiem, że nie każda kobieta ma taką możliwość, i tym bardziej jestem za to wdzięczna. Wszystko to, co dziś mam – odzyskaną mobilność, lżejsze ciało, spokojniejszy umysł – okupione było hektolitrami potu, bólem mięśni, chwilami zwątpienia, ale i małymi zwycięstwami. Każdy trening był jak schodek – do siebie. I choć wciąż wspinam się pod górę, to już wiem, że warto.

Okładka książki
Okładka książki Pauliny Smaszcz © Wydawnictwo Chmury
Wybrane dla Ciebie
Julia Kamińska odpiera ZARZUTY o profanację. Jednym zdaniem dolała oliwy do ognia
Julia Kamińska odpiera ZARZUTY o profanację. Jednym zdaniem dolała oliwy do ognia
Marianna Schreiber OBURZYŁA SIĘ na koncert Julii Kamińskiej. "Plujesz w twarz katolikom"
Marianna Schreiber OBURZYŁA SIĘ na koncert Julii Kamińskiej. "Plujesz w twarz katolikom"
Kuba Wojewódzki ZAKPIŁ z Marianny Schreiber. "W powstaniach często używa się zdobycznego sprzętu"
Kuba Wojewódzki ZAKPIŁ z Marianny Schreiber. "W powstaniach często używa się zdobycznego sprzętu"
Laura Breszka została ZWYZYWANA przez Izraelczyka. "Nie jestem przeciwko Żydom"
Laura Breszka została ZWYZYWANA przez Izraelczyka. "Nie jestem przeciwko Żydom"
Maciej Maleńczuk o hipisowskich latach Ryszarda Terleckiego: "Był mityczną postacią, robił różne numery"
Maciej Maleńczuk o hipisowskich latach Ryszarda Terleckiego: "Był mityczną postacią, robił różne numery"
Kuba Wojewódzki komentuje odejście Michała Piróga. "Życzę mu..."
Kuba Wojewódzki komentuje odejście Michała Piróga. "Życzę mu..."
Kuba Wojewódzki nie odpuszcza Dodzie. Obśmiał jej niechlubną nominację
Kuba Wojewódzki nie odpuszcza Dodzie. Obśmiał jej niechlubną nominację
Wpadka Marianny Schreiber. Chciała obśmiać facetów, ale sama została wyśmiana (WIDEO)
Wpadka Marianny Schreiber. Chciała obśmiać facetów, ale sama została wyśmiana (WIDEO)
Lżejsza o 5 kg Iwona Węgrowska apeluje do osób, które też się odchudzają. "Zdrowo też można"
Lżejsza o 5 kg Iwona Węgrowska apeluje do osób, które też się odchudzają. "Zdrowo też można"
Australijczycy nie chcą finansować Harry'ego i Meghan. W sieci BOJKOT
Australijczycy nie chcą finansować Harry'ego i Meghan. W sieci BOJKOT
Bracia Alexander zostali skazani w procesie. Mogą dostać DOŻYWOCIE
Bracia Alexander zostali skazani w procesie. Mogą dostać DOŻYWOCIE
Nowy post Julii Kamińskiej po kontrowersyjnym koncercie. "Piękne doświadczenie"
Nowy post Julii Kamińskiej po kontrowersyjnym koncercie. "Piękne doświadczenie"
ZANIM WYJDZIESZ... NIE PRZEGAP TEGO, CO CZYTAJĄ INNI! 👇