Prawdziwa twarz Andrzeja. Kamerdyner ujawnia, jak naprawdę się zachowywał: "LEKCEWAŻĄCY"
Ex-książę Andrzej Mountbatten‑Windsor nie schodzi z nagłówków. Jego relacje z Jeffreyem Epsteinem, utrata oficjalnych obowiązków i aresztowanie wzbudziły ogromną sensację. Teraz do tej układanki dochodzi kolejny element — wspomnienia Granta Harrolda, byłego kamerdynera króla Karola, który opisał zachowanie Andrzeja podczas prywatnej wizyty w Szkocji.
Według Harrolda, były książę pojawiał się w Szkocji rzadko i od początku sprawiał wrażenie osoby, która nie zamierza nawiązywać kontaktu z personelem. Trzymał się na uboczu, nie wdawał się w rozmowy i zachowywał dystans, który — jak podkreśla były pracownik — odróżniał go od reszty rodziny królewskiej.
Jakie pieniądze naprawdę zarabiają Royalsi?
Były kamerdyner opisuje lekceważący sposób bycia Andrzeja
Kamerdyner zaznacza, że nie chodziło o otwartą nieuprzejmość, lecz o subtelne sygnały.
Pamiętam, jak przyjechał do Szkocji na herbatę do swojego brata, króla. Nie widywaliśmy go tak często, jak innych członków rodziny królewskiej. Nie był niegrzeczny, ale bardzo lekceważący — wspominał, cytowany przez "The Mirror".
Najbardziej Harroldowi zapadła w pamięć sytuacja przy samochodzie, kiedy Andrzej miał nie podziękować za otwarcie drzwi.
Pamiętam, jak otworzyłem mu drzwi samochodu, a on nawet nie powiedział dziękuję. Zawsze robił wszystko po swojemu. Pamiętam też, że miał własnego kamerdynera i lokaja — zdecydowanie lubi rzeczy z najwyższej półki!
ZOBACZ TAKŻE: Były książę Andrzej sprawiał problemy w pracy. Skargi ignorowano przez lata: "Rozmawiał TYLKO z dziewczętami"
Ex-książę Andrzej chciał posłuszeństwa
Relacja kamerdynera nie jest odosobniona. Andrew Lownie, autor książek o brytyjskiej monarchii, podkreśla, że Andrzej był przekonany, iż pracownicy mają mu służyć, a nie kwestionować jego działania. Z relacji osób z bliskiego otoczenia wynika, że były książę miał bardzo wysokie wymagania i nietypowe żądania, a gdy nie były spełniane, potrafił "krzyczeć i wrzeszczeć".
Colin Burgess, były szambelan królowej, wspominał wizyty Andrzeja w Clarence House, przypominając, że książę zwracał się do personelu jak oficer do podwładnych.
Widywałem Andrzeja raz w miesiącu, kiedy przychodził do Clarence House. Zwracał się do personelu, w tym do mnie, jak oficer do podwładnych. Mówił: "Chcę, żeby to zostało zrobione i to natychmiast" albo "Zrób to do takiej a takiej godziny". Pamiętam, że zawsze powtarzał "Zrób to!", co było jego ulubionym powiedzonkiem, takim sloganem — opowiadał.
ZOBACZ TAKŻE: Australijczycy nie mają litości dla ex-księcia Andrzeja