Ojciec-Bułgar ją katował, nauczycielka nazwała "polską ku**ą". Fiolka Najdenowicz nienajlepiej wspomina dzieciństwo
Historia Fiolki Najdenowicz to nie tylko opowieść o karierze i życiowych wyborach, ale także o trudnym dzieciństwie, naznaczonym przemocą i upokorzeniem. Artystka po latach otwarcie mówi o traumatycznych doświadczeniach z Bułgarii.
Fiolka Najdenowicz dorastała między dwoma światami – Polską i Bułgarią. Choć jej rodzice poznali się w Warszawie, a początki życia zapowiadały się stabilnie, wszystko zmieniło się po rozpadzie rodziny. To właśnie okres spędzony u ojca w Sofii okazał się dla niej najtrudniejszym rozdziałem życia.
Katarzyna Zillman o byłej partnerce. Jak wyglądają ich relacje?
Fiolka Najdenowicz dorastała w Bułgarii
Najdenowicz miała zaledwie dziewięć lat, gdy jej ojciec zażądał rozwodu, a ona wraz z matką i bratem wróciła do Polski. Kilka lat później zapadła decyzja, by ponownie wyjechała do Bułgarii i zamieszkała z ojcem. Początkowo wydawało się, że to szansa na nowy start. Rzeczywistość okazała się jednak brutalna.
Gdy przyjechałam, zabronił mi kontaktów z mamusią. Kontrolował każdy mój krok. Przeszukiwał moje rzeczy – wspomina w wywiadzie dla "Gazety Wyborczej".
Ojciec ingerował w każdy aspekt jej życia, nawet w tak drobne sprawy jak makijaż.
Do dzisiaj pamiętam, jak wracam ze szkoły, a w pokoju wszystkie moje rzeczy leżą na podłodze – dodaje. – Gdzieś tam miałam ukryty puder. Oczywiście zniknął. To było straszne.
Z czasem sytuacja jeszcze się pogorszyła. Gdy odkryto, że utrzymuje potajemny kontakt z matką, zaczęła doświadczać przemocy fizycznej.
Wtedy zaczął mnie bić. Potwornie. Czym popadło, nawet nartą – mówi bez ogródek. Próba obrony tylko pogorszyła sytuację. – Raz się broniłam. To mnie tak pobił, że już więcej nie próbowałam.
Najdenowicz podkreśla, że nie zamierza się wstydzić swojej przeszłości.
To on powinien się wstydzić, nie ja. To nie ja byłam przemocowym psychopatą.
Równie bolesne doświadczenia spotkały ją w szkole. Choć była lubiana przez rówieśników, jedna z nauczycielek dopuściła się wobec niej publicznego upokorzenia. Podczas szkolnego apelu została wywołana na środek i spoliczkowana.
Strzeliła mnie w pysk. "Ty polska kur**o" – powiedziała – relacjonuje artystka.
Incydent miał także wymiar polityczny, wpisując się w napięcia tamtych czasów. "Zaczęła od przemówienia, że Polska jest zakałą świata socjalistycznego".
CZYTAJ TAKŻE: Fiolka Najdenowicz wyjechała z Polski, "jeździła na szmacie". "Nigdy nie wrócę, musiałabym upaść na głowę"
Fiolka Najdenowicz zerwała kontakt z ojcem i jego rodziną
Mimo tych doświadczeń Najdenowicz zdołała ukończyć szkołę i wrócić do Polski, odcinając się od przeszłości. Kontakt z ojcem urwał się całkowicie. "Nigdy" odpowiada krótko, pytana o relacje z jego rodziną.
Po latach dowiedziała się nawet, że ojciec nie żyje, a informację tę przed nią ukrywano. Dziś mówi o tym bez emocji, podkreślając, że zamknęła ten rozdział życia. Jej historia pozostaje jednak poruszającym świadectwem tego, jak wiele może znieść młody człowiek i jak trudne doświadczenia potrafią ukształtować dalsze losy.