Prokuratura Okręgowa w Warszawie poinformowała w czwartek, że skierowała do Sądu Okręgowego akt oskarżenia przeciwko Emilowi S., Dorocie R. oraz dwóm innym osobom. Byłemu producentowi filmowemu zarzucono łącznie 198 czynów, za które grozi mu nawet 10 lat więzienia. Dorota R. odpowie za pomocnictwo w udaremnieniu zaspokojenia wierzycieli, co jest zagrożone karą do pięciu lat pozbawienia wolności. Według śledczych sprawa dotyczy majątku wartego ponad 12,2 mln zł, zabezpieczonego w toku postępowania. Piosenkarka nie milczy — od razu skomentowała sytuację na InstaStories.
Michał Wiśniewski zabrał głos po rozprawie rozwodowej. "Sąd wysłał nas na mediacje"
Dorota R. mówi o swojej walce o prawdę
Dorota R. w swoich filmikach podkreśliła, że paradoksalnie dopiero akt oskarżenia daje jej poczucie ulgi, bo — jak mówi — po ponad pięciu latach wreszcie będzie mogła bronić się w sądzie.
W końcu mogę, chociaż brzmi to paradoksalnie dla ludzi, którzy nie mają do czynienia na co dzień z sądami, odetchnąć z ulgą, bo to jest ten czas, w którym nareszcie mogę zacząć się bronić w sądzie. Ponad 5 lat na to czekałam, odkąd prokuratura weszła mi do domu, zabrała mi moje oszczędności na poczet długów mojego byłego męża, który miał wtedy ponad 200 zarzutów i został zatrzymany oraz tymczasowo aresztowany. Zostałam obarczona abstrakcyjnymi rzeczami, z którymi nigdy nie miałam nic wspólnego. Nikt nie chciał mnie słuchać, stawiane były tezy, wysyłane od razu do mediów, nagonka, lincz i w końcu po tylu latach przychodzi mój czas — mówiła na InstaStories.
Dorota R. przedstawia swoją wersję sprawy
W kolejnej części oświadczenia piosenkarka podkreśla, że przez lata musiała mierzyć się z zarzutami, które — jej zdaniem — nie miały żadnego oparcia w faktach. Dodaje, że przypisywano jej nawet chęć ucieczki z kraju czy zakup domu na Malcie, co — jak mówi — nigdy nie miało miejsca.
Mimo że Urząd Skarbowy po dwóch latach śledztwa stwierdził, że moje pieniądze są moje i nie pochodzą z żadnego przestępstwa, prokuratura i tak utrzymywała swoje stanowisko. Jakieś abstrakcyjne rzeczy, łącznie z tym, że chcę uciec z Polski, jak zaczynałam program "12 kroków do miłości", oraz że kupiłam dom na Malcie. Nigdy nie miałam żadnego domu na Malcie i nie chcę mieć. To był jakiś koszmar, więc cieszę się, że w końcu sprawa trafia do sądu, że ten akt oskarżenia po paru latach w końcu trafia tam, gdzie powinien trafić dużo, dużo wcześniej, i że w końcu jest ten czas, żebym mogła zacząć przedstawiać moją wersję wydarzeń w sądzie — słyszymy.
Na końcu zwraca się do obserwatorów, prosząc o wsparcie. Zapowiada też, że w tej historii mogą pojawić się "mocne zwroty akcji".
Trzymajcie za mnie kciuki i pamiętajcie, tak jak w przypadku Michała Wiśniewskiego, że nic nie jest takie czarno-białe, jak się wydaje, i naprawdę oskarżanie i ocenianie ludzi tylko i wyłącznie przez pryzmat jednej strony forsowanej w mediach jest bardzo niesprawiedliwe. Najważniejsze jest czekać do końca, a uwierzcie mi, że będą mocne zwroty akcji — skwitowała.