Dorota R. i Emil S. w czerwcu br. usłyszeli zarzuty w sprawie oszustw finansowych. Producent miał pozyskiwać od inwestorów pieniądze na realizację filmów, które nigdy nie powstały, a piosenkarka miała mu pomagać w ukrywaniu majątku przed wierzycielami. Redakcja "Gazety Wyborczej" w piątkowym artykule opisała akt oskarżenia przeciwko piosenkarce i jej byłemu mężowi. Wskazała, że na telefonie R. zabezpieczono prywatne rozmowy z S., z których ma wynikać, że 42-latka wie, co robi jej ówczesny mąż. R. kilka godzin po publikacji artykułu wydała oświadczenie na Instagramie.
WIDEODorota R. z zarzutami. Adwokat poszkodowanego mówi o jej "dużej demoralizacji"
Dorota R. komentuje zarzuty w aferze finansowej
Dorota R. nagrała ośmiominutowy film, w którym przedstawiła swoją wersję wydarzeń. Już na wstępie stwierdziła, że redakcja "Gazeta Wyborcza" jej "nienawidzi za to, że lubi prezydenta". Dalej w lekceważący sposób skomentowała aferę, mówiąc:
Wiem, że połowa ludzi ma to w d*pie, druga tylko sobie share'uje tytuły, a trzecia czyta co drugi wers i połowy nie pamięta.
"Jest ta cała afera związana z tym moim byłym mężem, (…) producentem filmowym. (…) Po tym, jak się rozstał z [Patrykiem] Vegą (…) zatrudnił mnie do swojej spółki, bym robiła za producenta kreatywnego. (…) Problem taki, że trochę się ze mną nie rozliczył i, jakby to powiedzieć, byłam tylko słupem w tej spółce i żadnych pieniędzy z tytułu procentów nie dostałam. Ale nie tylko ja, bo jeszcze tam z 200 inwestorów" – dodała.
Dorota R. przedstawia swoją wersję wydarzeń w aferze
Dorota R. z widocznym zażenowaniem na twarzy zauważyła, że "po kilku latach śledztwa medialnie i w każdym artykule przypisywano jej absolutnie każdą jego [Emila S.] czynność, którą wykonywał z inwestorami z puli inwestorskiej, którą budował przez wiele lat, jeszcze zanim ją poznał". Następnie przypomniała:
Akt oskarżenia w końcu trafił do sądu i cieszyłam się z tego powodu, bo nie zwykłam tłumaczyć się przed nikim, wolę zrobić to przed sądem. (…) Do tej historii mam przygotowanych bardzo dużo nagrań, bo lubię sobie zbierać różne dowody.
"To nie jest prawda, że zabezpieczono ten telefon w jakiś niesamowity sposób. Nie, po prostu go oddałam, jak również oddałam PIN, na co mam świadków, w tym policjanta prowadzącego. (…) Proszę mi uwierzyć, że gdybym chciała skasować te nagrania, to bym je skasowała" – zauważyła Dorota R.
Dorota R. utrzymuje, że jest niewinna. "Jest domniemanie niewinności"
Dorota R. następnie przypomniała internautom, że policja zabrała jej wszystkie oszczędności dwa lata przed postawieniem zarzutów. Dodała:
W tym samym czasie już rozwodziłam się z moim byłym mężem i on, wiedząc o tym, że jemu też zabiorą jego prywatne pieniądze, postanowił swoje prywatne środki przeznaczyć na zakup sklepów franczyzowych. Powiedziałam: "Hola, hola, ale mi zabrali moje prywatne pieniądze przez twoje decyzje i akcje, i to nie jest moja wina, więc oddam mi moje pieniądze – przed rozwodem albo po, jak tam sobie chcesz".
"Podpisaliśmy akt notarialny, w którym miał mi zwrócić te pieniądze. Dlatego w tych nagraniach ciągle powtarza się: »Oddam ci te pieniądze«. Nagrałam to sobie, żeby mieć dowód (...) i jakikolwiek ślad, że w ogóle była taka rozmowa i że nie zostawi mnie na lodzie. (…) Ze swoich prywatnych pieniędzy postanowił zainwestować je w sklepy. I nie są to żadne pieniądze inwestorów" – wyjaśniła.
Dorota R. następnie przedstawiła fragment prywatnej rozmowy z Emilem S., która została zabezpieczona na telefonie piosenkarki. Wyjaśniła, że publikuje "oryginalne nagranie, bo od razu rzuca inne światło, jak słyszycie kontekst i że człowiek robi sobie jaja i nie mówi poważnie". Później wskazała:
[Emil S.] opowiadał dokładnie, jak chce zabezpieczyć swoje pieniądze, żeby mu nie zabrali. (…) Postanowił, że odda mi jeden sklep, nigdy mi go nie oddał, więc postanowił, że sprzeda ten jeden sklep i odda mi gotówkę. Dlatego powiedziałam, że mam przygotowane sejfy, by policja drugi raz nie zabrała mi pieniędzy.
"Wersji na to, jak oddać mi te pieniądze, których nigdy mi nie oddał, było bardzo dużo. Nawet spotkaliśmy się u prawnika. Była taka wizja, że te Żabki będą pracowały same na siebie i pieniądze będą kapały, tylko ojej, jak on będzie te pieniądze wyciągał z tej spółki, którą założył w tak pokrętny dla siebie sposób, żeby nikt mu tych pieniędzy nie zabrał" – powiedziała Dorota R. Na koniec zauważyła:
Gdyby prokuratura miała chociaż jeden dowód, że te pieniędzy są inwestorów i brałam w tym udział, (…) to nie dostałabym tylko jednego zarzutów, a on 198, tylko jeszcze co najmniej kilka. A mój zarzut dotyczy zupełnie czegoś innego i jak za 10 lat sprawa się skończy, to przyznacie mi rację. Ale teraz potrzeba cierpliwości i jest domniemanie niewinności, więc jak na razie jestem innocent [niewinna – tłum.].