Magdalena Ogórek w miniony weekend poinformowała, że ponownie znalazła się w szpitalu i może nie pojawić się na antenie o stałej porze. Prezenterka zdecydowała się odnieść do sprawy po serii pytań od fanów, którzy dopytywali o jej stan.
Kuba Badach o emeryturach dla artystów
Magdalena Ogórek wygadała się ws. stanu zdrowia
Ogórek przekazała w internecie, że tego dnia może nie wystąpić w programie.
Kochani, ostatnie dni tak, dlatego dzisiaj nie będę z wami o godz. 17. Istnieje szansa, że dostarczą mnie wieczorem do programu - napisała, publikując przy tym fotografię z wenflonem.
W rozmowie z Plejadą podkreśliła, że ostatnia hospitalizacja mocno ją poruszyła i była dla niej sygnałem ostrzegawczym. Dziennikarka zaznaczyła, że prognozy medyczne są optymistyczne, ale kluczowe mają być spokój, rekonwalescencja oraz regularne kontrole
Jeżeli zapewnię sobie spokój i rekonwalescencję zaleconą przez lekarza, wszystko powinno być dobrze. Obowiązkowo muszę stawiać się na kontrolach. Organizm ma możliwości samonaprawcze, szczególnie jak jest wspomagany przez medycynę. Wyszłam poza sferę wytrzymałości fizycznej. Na pewno nie pomaga, że ważę 48 kg, co jest mi wytykane całe życie, ale tak mam. Moi rodzice również byli tacy szczupli i nic z tym nie zrobię - tłumaczyła.
Pojawił się wątek przeciążenia organizmu. "Lekarze powiedzieli, że kolejne takie przetrenowanie może się bardzo źle skończyć, więc muszę uważać. Bardzo się wystraszyłam, powiem szczerze. Tak źle jeszcze nie było, więc nie było to fajne. Dzisiaj już się uśmiecham, ale kilka dni temu było dużo gorzej" - podkreśliła.
Magdalena Ogórek o powodach gorszego stanu zdrowia
Ogórek, pytana o powody pogorszenia stanu zdrowia, zwróciła uwagę na wpływ trudnych doświadczeń z przeszłości.
W 2020 roku służby trzykrotnie wkroczyły do mojego mieszkania o 6 rano, przewracając mi całkowicie dom. Aresztowano wówczas mojego dziś byłego już męża. Ani ja, ani córka nie mogłyśmy się z nim kontaktować, nawet telefonicznie, przez okres sześciu miesięcy, gdyż prokuratura nie wyraziła na to zgody. Moja córka przeżyła szok, długo pozostawała w stanie totalnej traumy. Musiałam ją i dom podnosić ze zgliszczy. Po dziewięciu miesiącach odebrałam z aresztu wrak człowieka. Skutkiem tych wydarzeń była rozległa choroba serca ojca mojej córki. Wszystkie te wydarzenia szły lawinowo jak w filmie sensacyjnym. Całej sytuacji nie wytrzymał również mój tata. Doznał udaru, a rok temu zmarł - przekazała.
Zaznaczyła też, że przez pewien czas zajmowała się chorym człowiekiem z silnymi stanami lękowymi i jednocześnie prowadziła dom.
W rozmowie padł również wątek życia w stałej ekspozycji medialnej:
Przez ostatnich dziesięć lat żyłam w trybie "Big Brothera": 2015 r. to była moja kampania prezydencka, codziennie byłam na nagłówkach gazet, portali. Po kampanii od razu płynnie przeszłam do pracy w TVP, zatem znów przez kolejne lata media codziennie śledziły każdy mój krok. Jak naprawdę wygląda życie znanej osoby, świetnie pokazuje teledysk Dody "Zatańczę z aniołami".
Zapytana o ewentualne wycofanie się z życia publicznego, wskazała, że nadal pracuje i ma zobowiązania finansowe. "Staram się, ale już nawet wczoraj trochę pokuśtykałam do pracy. Medycyna teraz szybko pionizuje pacjenta. Nie mam możliwości nie pracować, bo odpowiadam za trzy osoby, także finansowo" - powiedziała.