Sylwia Bomba tłumaczy się ze słów o cenach paliw. Uderzyła w Donalda Trumpa: "Nie ma znaczenia, CZY BENTLEY"
Sylwia Bomba wyraziła ostatnio swoje niezadowolenie z powodu wysokich cen paliw. Pokazała za pośrednictwem Instagrama rachunek za tankowanie, który opiewał na kwotę rzędu kilkuset złotych. Zdjęcie szybko obiegło sieć i wywołało poruszenie wśród internautów. Z tego też względu celebrytka po raz kolejny zabrała głos.
Sylwia Bomba zdobyła popularność dzięki udziałowi w reality show "Gogglebox. Przed Telewizorem". Dziś jest nie tylko gwiazdą TTV, ale i influencerką. Prężnie działa na Instagramie, na którym dzieli się z fanami zwykle zabawnymi bądź prześmiewczymi nagraniami. Nieco inaczej było w miniony wtorek, kiedy to pokazała zdjęcie dystrybutora paliwa, na którym widniała kwota 825 złotych. Bomba nie kryła frustracji, podpisując fotografię: "Ej Wy tam na górze, dzięki!". Teraz dodała relację, na której gęsto się tłumaczyła.
Dominika Serowska o programie "Królowa przetrwania" i kłótniach z Marcinem. Poszło o Cichopek
Sylwia Bomba komentuje aferę ze zdjęciem dystrybutora
Po udostępnieniu zdjęcia dystrybutora przez Sylwię Bombę, w mediach społecznościowych zrobiło się głośno. Internauci tłumnie ruszyli do krytykowania celebrytki, podkreślając, że nikt nie kazał jej kupować samochodu z tak dużą pojemnością. Gwiazda TTV wyznała jednak, że chodziło jej o podwyżkę, która dotknęła wszystkich, niezależnie od modelu samochodu.
Kochani, chciałam skomentować moje wczorajsze zdjęcie dystrybutora, bo wytworzyła się wokół tego jakaś afera. Nie ma znaczenia, czy tankujecie do G-klasy, do Toyoty, czy do Fiata 125p, czy do Bentleya. Chodzi o to, że dokładnie za ten sam bak benzyny płacicie dużo więcej, niż płaciliście jeszcze dwa tygodnie temu - podkreśliła Bomba.
Sylwia Bomba uderza w Donalda Trumpa
Gwałtowny skok cen ropy naftowej jest efektem napięć zbrojnych na Bliskim Wschodzie, co wpłynęło na ograniczenia w handlu. Ceny baryłki ropy w USA i Europie osiągnęły poziom 100 dolarów, co przekłada się na mniej więcej 370 zł. Taka sytuacja bezpośrednio dotyka konsumentów, którzy muszą płacić więcej za paliwo. Tym samym, Sylwia Bomba, tłumacząc, o co konkretnie jej chodziło, wspomniała, że za podwyżką stoi jeden człowiek.
A mając na myśli tych "tam na górze", miałam na myśli jednego pana. Myślę, że mądrzy zrozumieli, a głupim to i tak się nie przetłumaczy - podkreśliła Bomba.
Do relacji dopisała jeszcze:
A podziękowania były do jednego pana z pomarańczową twarzą - co jasno świadczy o tym, że chodziło jej o Donalda Trumpa.