Rodzina byłego prezydenta zamienia się w przestępczy klan? Tym razem policja zatrzymała... A to ci dopiero.

Lech Wałęsa miał może umiejętności pozwalające na prowadzenie kraju i polityki, ale w kwestiach wychowawczych coś zdecydowanie poszło byłemu prezydentowi nie tak, jak powinno. Pasmo niefortunnych zdarzeń ciągnie się bowiem za rodziną Wałęsy, a "koniec jego nieznany i okiem gołym dostrzec go nie sposób". W styczniu stracił syna, którego życiową ambicją - czego wcale nie ukrywał - było regularne dążenie do zapicia się na śmierć. Jego wnuka zatrzymano za nożownictwo (i damski boks przy okazji), bo dźgnął swoją konkubinę, drugiego, bo popalał substancje w Polsce nijak niedozwolone, a byłą żonę jego syna... Za kradzież kurtki wartej niemal tysiąc złotych. Choć, jak potem tłumaczyła, próbowała jedynie wynieść metkę. Nieźle rozegrane.

Następny w kolejce do przestępczego skandalu był najwyraźniej nikt inny, jak Sławomir Wałęsa. Policja zatrzymała go na wniosek ochrony jednej z toruńskich Biedronek, gdy próbował opuścić sklep nie płacąc za świeczkę zapachową:

Nie ukradłem żadnej świeczki zapachowej. Miałem ją w kieszeni, bo w tym samym miejscu kupiłem ją dwa dni wcześniej. To musi być na monitoringu. Do sklepu poszedłem po piwo. Zostałem zatrzymany przez ochroniarza i zaprowadzony do kantorka. Tam chciał mnie przeszukać. Powiedziałem, że to może zrobić tylko policja, więc wezwał patrol - czytamy fragment jego wywiadu dla jednego z tabloidów.

Funkcjonariusze zapewniają, że cała sprawa zostanie dogłębnie zbadana, a Sławek z pewnością żałuje teraz, że świeczka została skonfiskowana. Jej zapach bez wątpienia mógłby nieco osłodzić smród skandalu.

Wybrane dla Ciebie
ZACZEKAJ! ZOBACZ, CO TERAZ JEST NA TOPIE