Ze względu na fakt, że tamtejsza ludność nie chciała ich wizyty, w zagranicznych mediach pojawiły się doniesienia, że książęca para zamieniła swoje plany i zrezygnowała z odwiedzin kraju. Ku zaskoczeniu wielu, ostatecznie pojawili się na miejscu. Wysłuchali jednak próśb mieszkańców wioski Indian Creek i zamiast wylądować na boisku piłkarskim, przylecieli na lotnisko, na którym zostali powitani przez panią gubernator Froyle Tzalam oraz premiera Johny'ego Briceno.
Z uwagi na to, że ich wizyta wywołała jeszcze większe protesty, spędzili ten dzień nieco inaczej, niż wcześniej planowali. Mimo to, dzięki uprzejmości tamtejszego rządu, udało im się poznać tajniki lokalnego przemysłu kakao. Spotkanie musiało się jednak odbyć w innym miejscu. Protesty były spowodowane tym, że książę Karol jest twarzą fundacji Flora and Fauna International, z którą lokalna społeczność toczy batalię o 12 tysięcy arów ziemi. Jak się okazuje, to nie koniec ich problemów.
William i Kate niemile widziani na Jamajce. Tak zareagowali politycy i mieszkańcy
Kolejnym przystankiem Williama i Kate była Jamajka. Na miejscu czekała na nich przykra niespodzianka. Również tam nie byli mile widziani. Tym razem w proteście przeciwko ich wizycie wzięli udział m.in. lokalni politycy. The Independent ujawniło, że para książęca otrzymała list od nich, a także od lekarzy czy biznesmenów. Domagali się oni bowiem tego, by Anglia została przekształcona w republikę. Uderzyli także w Elżbietę II, która w ostatnim czasie podupadła na zdrowiu. Zażądali od niej przeprosin oraz sfinansowania szkód powstałych w wyniku kolonializmu:
Przez Kingston przeszli protestujący mieszkańcy. Kolejnym powodem, dla którego nie chcieli, aby royalsi zjawili się w mieście, było to, jak Meghan Markle, ze względu na kolor skóry, była traktowana w Pałacu. Tamtejsza społeczność bardzo mocno to przeżyła.
Już jutro para uda się na Bahamy. Myślicie, że tym razem będą mogli liczyć na przyjęcie w miłej atmosferze?