Zacznijmy od ostatnich dni - ślub Szczęsnego. Ileż to razy słuchaliśmy, jak polskie gwiazdy strasznie płakały, że media i tak dowiedziały się o tym, gdzie bidulki biorą swój podobno wielce tajny ślub. (...) A tu nagle taki Szczęsny, jeden z lepszych bramkarzy, nie tylko w Polsce, z zaskoczenia sobie bierze ślub z Mariną. Ot tak. Zwykły niby piłkarz dał mediom lekcję. Ślub wziął w Grecji, na wyspie, z wybranymi gośćmi najwyraźniej dobranymi nie według klucza z polskich ścianek, ale prawdziwych przyjaciół pary. I co? I szczęka opada wszystkim. Owszem, jeden tabloid ma jakieś zdjęcia zza greckich krzaczorów, ale to tyle. To para młoda sama teraz decyduje o tym, co i kiedy pojawi się w ich mediach społecznościowych. A portale i gazety grzecznie przebierają nóżkami i czekają na ochłapy rzucane z pańskiego stołu. I jakoś wszyscy dają radę. Dało się utrzymać wszystko w tajemnicy, choć zarówno Szczęsny jak i jego świeżo poślubiona żona należą do osób publicznych, zapraszanych do mediów, rozpoznawalnych. Cuda? Chyba nie, po prostu zdrowy rozsądek i autentyczna, a nie udawana na potrzeby łzawego wywiadu o tym, jak to media niszczą mi życie, chęć zachowania tajemnicy w tym tak ważnym dniu. Owszem, to pewnie kosztowało, ale Szczęsny biedny nie jest i jak pokazała ta sytuacja głupi też nie. Mógłby paru celebrytom zrobić medialne szkolenia o tym, jak to się robi, żeby jeśli tego naprawdę, a nie dla picu, chcesz, media dały ci spokój tego dnia - napisała w felietonie dla O2.pl