Śmierć Joanny Kołaczkowskiej nastąpiła zaledwie trzy miesiące po tym, jak kabaret Hrabi przekazał informację o chorobie swojej koleżanki. Dopiero Beata Harasimowicz, reżyserka programów kabaretowych i bliska znajoma zmarłej, ujawniła w wywiadzie, że Kołaczkowska chorowała na — jak to określiła — "bardzo ciężki" nowotwór mózgu. W tej samej rozmowie wróciła też do objawów, które pojawiały się u 59-latki.
Ewa Minge chorowała na białaczkę. Dziś jest zdrowa, ale wciąż odczuwa skutki choroby [TYLKO U NAS]
Niepokojące objawy u Joanny Kołaczkowskiej
Prowadzący rozmowę Mateusz Szymkowiak przypomniał, że Joanna Kołaczkowska w przeszłości wygrała walkę z czerniakiem, a później towarzyszył jej silny lęk przed kolejnym nowotworem — tzw. kancerofobia. Harasimowicz doprecyzowała, że rak skóry został u niej wykryty w czasie ciąży z jedynym dzieckiem, córką Hanną.
Jak relacjonowała, po tamtym doświadczeniu Kołaczkowska miała stale obawiać się raka — zarówno u siebie, jak i u innych — i regularnie wykonywała badania, bo, jak zaznaczyła rozmówczyni, zdarza się, że choroba może "uśpić się" na długie lata i odezwać po bardzo długim czasie.
Kończąc wątek sygnałów pogarszającego się stanu zdrowia, Harasimowicz wspomniała również o zmęczeniu, na które czasem skarżyła się Kołaczkowska. Jak przyznała, wtedy nie potraktowała tego jako alarmu.