Księżniczka Charlotte i książę George od najmłodszych lat są przygotowywani do swoich królewskich obowiązków. Uczy się ich historii, języków obcych, obycia w towarzystwie. Mają zajęcia z etykiety, historii i muzyki, poznają wiele arkanów sztuk pięknych i dyplomacji, ale wciąż pozostają dziećmi. I o ile księżna Meghan musi dygać przed księciem Karolem i księżną Camillą, tytułować ich publicznie i kłaniać się nisko królowej Elżbiecie II... o tyle dzieci pozostają dziećmi.
Jak donoszą brytyjskie media, ostatnio okazało się, że młode książątka nie przestrzegają twardych reguł rodzinnej hierarchii i do członków swojej rodziny zwracają się tak, jak im się tylko podoba. Książę Karol jest więc "dziadziusiem", a na księżną Camillę wołają... Gan-Gan. Wiedzą oczywiście, że nie jest ona ich babcią, dlatego znalazły sobie urocze określenie.
Według księżnej Kate, Camilla jest ulubienicą jej dzieci i z wzajemnością. Dała się poznać jako wyjątkowo ciepła i rodzinna osoba. Myślicie, że Brytyjczycy oceniają ją zbyt ostro?