Wojewódzki postanowił przytoczyć wspomnienie z pierwszego wywiadu z Górniak. Okazuje się, że diwa dała mu nieźle popalić:
Momentem przełomowym w pierwszym sezonie mojego programu była pierwsza u mnie wizyta Edyty Górniak. Nie było łatwo. Artystka miała wypocić premierowo swój nowy numer, ale zapomniała z domu swego ulubionego mikrofonu wysadzanego brylantami czy czymś podobnym, a do innego nie chciała oddać głosu. No to jedzie kierowca do domu Edzi po mikrofon, umajony błyskotkami, żeby nie zbliżała ust do byle czego. (...) Ona niewzruszona tłumaczy, gdzie leży to niepowtarzalne wokalne dildo. Publiczność czeka, mikrofon jedzie, zaczynamy z opóźnieniem. Siadamy na kanapach, ona zdejmuje swe sportowe obuwie i zaczyna mi świecić stopami a la Pocahontas. A ja jestem najbardziej znanym i notowanym, obok Szymka Majewskiego, krajowym fetyszystą stóp. (...) Mój program ma godzinę czasu antenowego, czyli tak mniej więcej 45 minut netto czasu mojego, i daję wam słowo: po raz pierwszy czułem, że zaczyna mi go brakować – napisał w swojej książce.
Edyta bez dwóch zdań pokazała mu, gdzie raki zimują. Myślicie, że powinien zaprosić ją teraz i powspominać dawne czasy? My jesteśmy za!