Artur Barciś dorobił się na zrywaniu azbestu w USA. "To była bardzo ciężka, fizyczna praca. Płakałem"
Artur Barciś pod koniec lat 80. wyleciał do USA, gdzie pracował fizycznie przy zrywaniu azbestu. Aktor w nowym wywiadzie ujawnił, że za przepracowane sześć tygodni w trudnych warunkach mógł kupić sobie mieszkanie i samochód w Polsce. – Zatrudnili mnie tylko dlatego, że byłem malutki i potrafiłem wejść między rury w kotłowniach – opowiedział Kubie Wojewódzkiemu.
Artur Barciś był gościem ostatniego odcinka programu Kuby Wojewódzkiego. W trakcie spotkania opowiedział widzom TVN-u o swoim wyjeździe do USA, gdzie przez sześć tygodni pracował fizycznie przy zrywaniu azbestu. Podkreślił, że ciężko pracował, ale koniec końców opłaciło mu się to finansowo.
Weronika Schreiber o ślubie kościelnym, zmianie nazwiska i dekoracjach.
Artur Barciś pracował fizycznie w USA. "To była strasznie ciężka praca"
Artur Barciś zapewnił, że praca przy toksycznym azbeście nie wpłynęła na jego zdrowie, bo pracodawcy dbali o jego bezpieczeństwo. Wyjaśnił:
To było bardzo rygorystycznie przestrzegane, żebyśmy byli w kombinezonach, mieli maski na twarzy. Natomiast to była bardzo ciężka, fizyczna praca, że tego nigdy nie zapomnę. I pamiętam, jak płakałem sam w kotłowni jakiegoś drapacza chmur.
"Zatrudnili mnie tylko dlatego, że byłem malutki i potrafiłem wejść między rury w kotłowniach i zdzierać azbest – najpierw go sikawką zmoczyć, a później zdzierać szpachelką do worków. To była strasznie ciężka praca, po 16 godzin na dobę. (...) Rury klimatyzacyjne kiedyś były otoczone azbestem, a później kazali im ten azbest zlikwidować. I trzeba było ten azbest zedrzeć" – dodał, opisując swoją dawną pracę.
Artur Barciś w dalszej części rozmowy z Kubą Wojewódzkim powtórzył, że zrywanie azbestu było "strasznie ciężką pracą", nie tylko fizycznie, ale też psychicznie, bo w Polsce zostawił swoją świeżo upieczoną żonę. Powiedział:
Byłem miesiąc po ślubie i tak strasznie tęskniłem za domem. Byłem w Nowym Jorku wśród zupełnie obcych ludzi, ale była jedyna nadzieja: wiedziałem, że jestem tam tylko na wakacje i że wrócę.
"Każda godzina tej pracy przeliczała mi się na złotówki, a każda godzina to było mniej więcej tydzień pracy w Polsce. To była bardzo ciężka praca, w związku z czym dużo mi płacili za to. I jak przyjechałem po sześciu tygodniach, (...) to wykupiliśmy mieszkanie komunalne z żoną, które odziedziczyła po babci. I jeszcze kupiłem sobie malucha. Za sześć tygodni pracy!" – wyliczył Artur Barciś.