Biznesowa klapa siostry księżnej Kate. Inwestycja Pippy tonie w DŁUGACH
Pippa Middleton i jej mąż James Matthews zainwestowali w Bucklebury Farm z nadzieją, że stworzą dochodową atrakcję rodzinną. Zamiast sukcesu pojawiły się jednak rosnące długi, nieudane modernizacje i narastająca krytyka lokalnej społeczności. Po kilku latach strat para zdecydowała się sprzedać posiadłość. Historia inwestycji, która miała być spełnieniem marzeń, okazała się kosztowną lekcją.
W 2021 roku Pippa Middleton i James Matthews kupili Bucklebury Farm — 72‑akrową posiadłość w hrabstwie Berkshire, znaną z parku jeleni, mini‑safari i rodzinnych atrakcji. Jak poinformował magazyn "Hello!", Inwestycja, która miała przynieść stabilne zyski, zaczęła generować poważne straty, a zadłużenie farmy wzrosło do ponad 800 tys. funtów.
Jakie pieniądze naprawdę zarabiają Royalsi?
Porażka biznesowa Pippy Middleton
Aby poprawić sytuację finansową, Middleton i Matthews złożyli wniosek o otwarcie żłobka na terenie farmy, co miało zapewnić dodatkowe źródło dochodu. Projekt początkowo uzyskał akceptację, jednak lokalny urząd dróg zablokował inwestycję, argumentując, że zwiększony ruch samochodowy będzie zbyt uciążliwy dla okolicy. Odwołanie również zostało odrzucone, a farma nadal generowała straty.
Po latach niepowodzeń para zdecydowała się sprzedać Bucklebury Farm, kończąc inwestycję, która okazała się finansowym obciążeniem.
ZOBACZ TAKŻE: Życie rodziny królewskiej ma być "totalnym piekłem"
Pippa Middleton mierzy się z gniewem mieszkańców
Straty Bucklebury Farm i konieczność sprzedaży nierentownej atrakcji to tylko część kłopotów Pippy Middleton i Jamesa Matthewsa. Para od miesięcy mierzy się również z narastającym konfliktem wokół swojej prywatnej posiadłości Barton Court w Kintbury, gdzie zamknięcie ścieżki Mill Lane wywołało otwartą wojnę z lokalną społecznością. Mieszkańcy twierdzą, że trakt był używany od 60 lat, a jego zablokowanie zmusza ich do korzystania z niebezpiecznej drogi bez chodnika.
Rob Brown, mieszkaniec Kintbury od 1985 roku, cytowany przez portal British Brief, powiedział:
Nie obchodzi ich, co myślimy. Nie są tu popularni. Myślą, że są trochę lepsi od innych. Nie są nawet prawdziwą rodziną królewską.
Wielu mieszkańców twierdzi również, że boi się wystąpić publicznie, ponieważ na przesłuchaniu będą przepytywani przez prawników Middletonów.