Sylwia Bomba je kebaby i... chudnie. Sekret jej diety jest prosty
Sylwia Bomba schudła naprawdę dużo, ale jej droga wcale nie zaczęła się od pewności siebie — wręcz przeciwnie, na pierwszych treningach czuła wstyd i chciała zapaść się pod ziemię. Z czasem jednak przełamała blokadę, zaczęła walczyć o siebie i krok po kroku odzyskiwać kontrolę nad ciałem. Jaki był sekret jej diety?
Sylwia Bomba przeszła spektakularną metamorfozę — zrzuciła aż 30 kilogramów, schodząc z okolic 90 kg do rozmiaru S. Co ważne, nie musiała rezygnować z "jedzenia dla przyjemności", bo w jej planie znalazło się miejsce nawet na kebaba. Kluczem okazała się metoda 80/20, która pozwoliła jej schudnąć bez efektu jo‑jo.
Natalia Siwiec o diecie po 40-stce. Czego nie je. Czy zgadza się ze słowami Dody?
Sylwia Bomba tłumaczy swoją przemianę żywieniową
Sylwia Bomba od lat podkreśla, że jej sukces to nie głodówki, lecz konsekwencja i mądre wybory. Stosuje metodę 80/20, czyli 80 proc. zdrowych, nieprzetworzonych posiłków i 20 proc. jedzenia "dla przyjemności". Jednocześnie całkowicie wyeliminowała produkty, które przy jej insulinooporności powodowały natychmiastowy wzrost wagi.
W rozmowie z naszą reporterką Karoliną Motylewską wyjaśniła:
Jak wróciłam z urlopu, popatrzyłam na siebie i stwierdziłam, że muszę przestać się oszukiwać, że lody i inne rzeczy nie wchodzą w tyłek. Ważna jest samodyscyplina — treningi, dieta, białko. Wyeliminowałam wszystko, co węglowodanowe. Nie jem pieczywa, ryżu, makaronu, kaszy. Kiedy zaczynam jeść węgiel, gdy piję alkohol, to od razu zaczynam tyć. U mnie to jest kwestia tygodnia, żeby przytyć 3–4 kilo.
Lubi jednak czasem zjeść... kebaba.
Raz w tygodniu mamy z córką taką tradycję, że po zajęciach z gimnastyki artystycznej idziemy na kebaba – to nic się nie stanie. Więc ja zjadam z nią tego kebaba, bo wiem, że jeżeli 80 proc. czasu będzie zdrowe i dobre dla mojego organizmu, to te 20 proc. jest mi on w stanie wybaczyć– wyjawiła portalowi Newseria.
Sylwia Bomba motywowała inne kobiety
Dziś Sylwia Bomba podkreśla, że nie chodzi tylko o wagę, ale o to, że czuje się lepiej w swoim ciele. Gdy zaczynała treningi, czuła jednak ogromny wstyd.
Moje pierwsze treningi odbywałam, owijając się folią i biegając o godz. 22:00, żeby nikt mnie nie widział. Ten wstyd jest przerażający — mówiła w podcaście "Kanapowczynie".
W związku z tym, że tak dobrze znała uczucia, które towarzyszyły jej na starcie, starała się wspierać inne kobiety w ich drodze.
Przez pewien czas, jak chodziłam na typową, warszawską siłownię i widziałam te kobiety, trochę grubsze, które walczyły ze sobą, żeby na tę siłownię wejść, to zawsze do nich podchodziłam i mówiłam: "super, że jesteś, dajesz dalej. Początki są ciężkie, potem zobaczysz, że się uzależnisz" — skwitała.