Dziękuję lekarzom, wiem, że robiliście wszystko, co w waszej mocy, by uratować Pawła. Dziękuję wszystkim zebranym za pożegnanie i modlitwę. Nie chcę, by dziś na twoim pogrzebie panował przede wszystkim smutek. To prawda, jest nam dziś bardzo ciężko, ale chcę właśnie teraz podziękować Bogu, że wiele lat temu skrzyżował nasze drogi. Spędziliśmy ze sobą naprawdę wiele pięknych lat. Od początku naszego związku wiedziałam, że twoją miłością muszę dzielić się z Gdańskiem. Teraz zostałyśmy same, ale to nie znaczy samotne, bo są z nami tysiące gdańszczan i gdańszczanek, Polacy w innych miastach, przyjaciele z zagranicy. Wierzę, że twoje idee, myśli, twoja twórczość nie umrze razem z tobą, że twoi przyjaciele zadbają o kontynuację twojego dzieła i zostaniesz oczyszczony ze wszystkich pomówień. (…) Kochani, wasze myśli dają nam siłę, ale ta siła jest nam teraz bardzo potrzebna, bo nadchodzi trudny czas, by się pozbierać, by na nowo uporządkować opustoszały nagle świat, oswoić osierocone miejsce przy stole, biurko, przy którym pisałeś książkę i myśli, pusty fotel. Musimy nauczyć się żyć bez ciebie, powoli, krok po kroku, dzień po dniu. Chociaż jak można otrzeć łzy, skoro wciąż nowe napływają do oczu? Wiem, że spotkamy się kiedyś znowu, tym razem na zawsze. Cisza. Dzisiaj potrzebna jest nam cisza, ale cisza nie może oznaczać milczenia, bo milczenie jest bliskie obojętności. Paweł nigdy nie był obojętny, nie był oportunistą. Wszyscy musimy zrobić rachunek sumienia: co robiliśmy, gdy obok nas działo się zło? – mówiła załamana żona Adamowicza.