Abstrakcyjnie. Inaczej, zupełnie inaczej. Szukam pomysłu, bo to jest ważne… Nawet takich pomysłów, że przychodzą znajomi i mówią: "jedźmy gdzieś na weekend, zróbmy coś". I to są takie małe kropki, którymi teraz chodzę i których gdzieś tam się łapię. Nie wybiegam gdzieś specjalnie niedaleko w przyszłość, nie oczekuję, nie planuję, bo jak widać niewiele da się zaplanować. Mieliśmy dużo planów. Zaczynam myśleć o tym, zaczynać wyobrazić sobie tę przyszłość, co mogłabym robić. Patrzę na nią z pewną ciekawością, z pewną siłą. Mam poczucie, że nic gorszego mnie już w życiu nie spotka. Że Piotrek zostawił mi dużo siły i mało lęku przed przyszłością. Myślę, że cały czas pozwala mi przetrwać. To jest cały czas walka o siebie. Bo można się poddać, można nie wstawać z łóżka, ale ja tak naprawdę każdego dnia walczyłam o to, żeby z tego łóżka wstać. Żeby wstać, żeby się umyć i czas spędzać z ludźmi. Żeby rozmawiać, rozmawiać, rozmawiać. Mnie to pomogło niesamowicie. Wiedziałam, że jak nie wstanę z tego łóżka i nie będę rozmawiać, to będzie koniec. Był taki dzień, kiedy mówiłam non stop przez 15 godzin, pod koniec już traciłam głos, ale to bardzo pomagało. Żeby rozmawiać o wszystkim, wspominać go, ale też przepracowywać różne rzeczy. (…) Już nie mam oczekiwań. Taki ból i cierpienie uczą nas najwięcej.