Mural Kory w Warszawie ZDEWASTOWANY. Zaskakujący komentarz Kamila Sipowicza
W centrum Warszawy zniszczono mural upamiętniający Korę, legendarną wokalistkę zespołu Maanam. Mimo oburzenia fanów, Kamil Sipowicz, mąż artystki, wykazał zaskakującą reakcję i przypuszcza, że dewastacja nie była celowym działaniem.
Jedna z ikon polskiej muzyki zmarła 28 lipca 2018. Mural upamiętniający Korę, który znajduje się na Nowym Świecie w Warszawie, zyskał uwagę mieszkańców i turystów dzięki wyjątkowemu wkomponowaniu w przestrzeń miejską. Malowidło autorstwa Bruno Althamera zmienia się wraz z porami roku, co przyciąga licznych odwiedzających. Jednak ostatnio na twarzy legendarnej artystki pojawił się nieestetyczny czarny bohomaz.
Sebastian Fabijański o poświęceniu i bólu. Jak czuje się przed trzecim odcinkiem?
Kamil Sipowicz reaguje na dewastację muralu Kory
Fani Kory oraz wielu mieszkańców miasta wyraziło swoje oburzenie i smutek z powodu dewastacji muralu. W mediach społecznościowych pojawiły się liczne komentarze na temat potrzeby szacunku dla polskiej kultury. Dzieło było częścią akcji "Kobiety na mury" organizowanej przez "Wysokie Obcasy", co podkreślało jego znaczenie.
Kamil Sipowicz w rozmowie z Plejadą skomentował sytuację, stwierdzając, że nie uważa, iż było to celowe działanie skierowane przeciwko jego zmarłej żonie. - To przykre, oczywiście, ale myślę, że ten mural nie tyle komuś przeszkadzał, co raczej ktoś pijany się do niego przyczepił i to zrobił. W okolicy są lokale, więc najpewniej po prostu sobie tam coś namalował, nawet nie wiedząc dokładnie, co to jest. Nie sądzę, żeby było to działanie zamierzone. Niestety są tam lokale takie, a nie inne, pijani się tam kręcą i tak się może zdarzyć - uznał.
ZOBACZ TAKŻE: Wdowiec po Korze opisał SZOKUJĄCY incydent z udziałem artystki. W komorze celnej "wyła jak zwierzę" [FRAGMENT KSIĄŻKI]
Kamil Sipowicz zapowiada kroki po dewastacji muralu Kory
W rozmowie z portalem Sipowicz wyraził powątpiewanie w to, że przedstawiciele miasta zajmą się sprawą zniszczenia muralu. On sam ma proste rozwiązanie, które ma przywrócić świetność dziełu sztuki ku czci jego zmarłej żony i ikony polskiej muzyki. - Nie sądzę, żeby miasto samo z siebie zajęło się tą sprawą, więc ja zadzwonię do Bruno Althamera, który malował mural i poproszę go, żeby to zreperował. Niestety, tak czasem też jest w Polsce, ale powtarzam, że nie doszukuję się w tym niczego intencjonalnego, po prostu ktoś zapewne miał umysł zamroczony alkoholem. Mural na pewno przetrwa - podsumował.