Wdowiec po Korze opisał SZOKUJĄCY incydent z udziałem artystki. W komorze celnej "wyła jak zwierzę" [FRAGMENT KSIĄŻKI]

Kamil Sipowicz w nowej książce o Korze opisał codzienne życie u boku artystki. Wdowiec po wokalistki Maanamu wspomniał o kłótni na pokładzie samolotu z udziałem jego zmarłej w 2018 roku żony. – Kapitan zzieleniał. Potem zbladł i grzecznie wycofał się do kokpitu – opisał w książce pt. "Kora i inne zwierzęta" (Wyd. Marginesy).

KoraKora była miłośniczką zwierząt
Źródło zdjęć: © KAPIF
Sergiusz Królak

Kamil Sipowicz pielęgnuje pamięć po Korze poprzez różne projekty, a najnowszym z nich jest biografia pt. "Kora i inne zwierzęta". 72-latek opisał w niej przywiązanie wokalistki Maanamu do zwierzaków, którymi przez lata opiekowała się w swoim domu. Wiele historii jest związana z bolończykiem Ramoną, który był najsłynniejszym psem Kory.

Tak wyglądał pogrzeb Kory

Kamil Sipowicz; "Kora i inne zwierzęta" [FRAGMENT KSIĄŻKI]

Trzecia podróż do Meksyku, tym razem z Ramonką

Kilka lat temu zimą, już w nowym tysiącleciu, zatęskniliśmy za Meksykiem, za Jukatanem, za Tulum. Tym razem postanowiliśmy udać się tam z Ramonką. Zakupiłem przez internet bilety z przesiadką we Frankfurcie nad Menem, ale nie dało się tą drogą zamówić biletu dla psa. Potrzebny był bilet z przesiadką. (...) Żeby wywieźć Ramonkę do Meksyku, jakby to był najbardziej sterylny kraj świata, gdzie wszyscy chodzą w białych kitlach i maseczkach antyseptycznych na twarzy, trzeba wykonać setki szczepień i odwiedzić 5 tys. urzędów rozrzuconych po najdalszych krańcach stolicy. Zdobyć 100 pieczątek w książeczce zdrowia Ramony.

Tylko Ola tak kocha Ramonę, żeby przejść te urzędnicze korowody. Czy zrobiła wszystko, co trzeba? Wszystko? Okazało się, że nie. Ale o tym potem.

Już na samym początku podróż do Meksyku nabrała wariackiego charakteru. A potem szalony wir wydarzeń wciągał nas coraz głębiej. (...) Zaczęło się w Warszawie. Nasz samolot do Frankfurtu odlatywał o 5:00. O 4:00 dojechaliśmy taksówką do dworca lotniczego. Jechaliśmy pustą obwodnicą stolicy. Auta wożące ludzi do pracy jeszcze nie ruszyły. Zadowoleni, że jesteśmy w komplecie i o czasie, rozpoczęliśmy procedurę odprawy bagażowej.

Jakież było moje zdumienie, gdy oddawszy paszport miłej pani przy odprawie, usłyszałem: – Tego pana nie ma na liście. Na początku nie wiedziałem, o co chodzi. Jakiego pana? Mnie? Przecież stoję tu gotowy do odlotu. Mój paszport trzyma w ręku pani z lotniska. – Tego pana – powiedziała urzędniczka, oddając mi paszport. Wziąłem od niej niebieską książeczkę. Z zewnątrz był to mój dokument. Z niedowierzaniem ujrzałem w środku zdjęcie jakiegoś innego mężczyzny i zupełnie inne nazwisko. Boże, to paszport muzyka, który grał kiedyś w zespole Oli! Po jakiejś niedoszłej do skutku trasie zagranicznej zostawił u mnie paszport. On zapomniał. Ja też zapomniałem. Dokument pałętał się po szufladach mego biurka kilka lat. Widocznie mój i jego paszport leżały obok siebie, nic o sobie nawzajem nie wiedząc.

Gdyby zmierzyć wściekłość Oli i niepokój Ramonki, która przecież czuje nerwowe fale, to pękłby wściekłościomierz. Nie zamieniając ani słowa z Olą, a tylko wychwytując z jej oczu godzące w me serce sztylety, szybko złapałem taksówkę.

Na szczęście wiele ich stało, czekając na klientów porannych przylotów. W te pędy na Bielany obwodnicą, na której nadal było pusto. Do odlotu jeszcze 60 minut. Udało mi się dotrzeć na Bielany w kwadrans. Zabrać własny, już naocznie obejrzany, paszport i udać się w podróż powrotną na lotnisko, zanim ruszy wielki warszawski traffic. To nie był jednak koniec wydarzeń. Jakież było moje zdumienie i niedowierzanie, gdy taksówkarz, ten, którego wybrałem spośród wielu innych, w połowie drogi nagle oznajmił grobowym tonem, że skończyła mu się właśnie benzyna i że musi zatankować. Nie wierzyłem własnym uszom. Jeżdżę taksówkami kilkadziesiąt lat i nigdy mi się nie zdarzyło, żeby skończyła się benzyna. Na szczęście po zjechaniu z obwodnicy tankowanie przebiegło sprawnie. Zdążyliśmy na czas. Żona w międzyczasie kupiła bilet dla Ramonki.

Uspokoiliśmy się już w samolocie naszych polskich linii lotniczych. Wiadomo, że Ramonka, podobnie jak każdy piesek, powinna wedle surowych lotniczych przepisów podróżować w specjalnej wymiarowej, zamkniętej torbie. Nikt normalny nie będzie trzymał ciekawskiego, wesołego pieska w zamknięciu. Mógłby nabawić się klaustrofobii. Ramonka już siedziała na kolanach Kory. A urocze, najcudowniejsze stewardesy świata, Polki, miło się uśmiechały i głaskały rozanieloną suczkę.

Kamil Sipowicz opisał kłótnię Kory z niemieckim kapitanem lotu

Zła zmiana nastąpiła we Frankfurcie nad Menem. Najpierw Kora musiała zapalić papierosa w jednej z dziwnych szklanych klatek rozmieszczonych na gigantycznym lotnisku. Po wielu kilometrach korytarzy, ruchomych chodników, kilku autobusach, po przejściu setek terminali i wyminięciu tysięcy ludzi dotarliśmy do naszego samolotu do Cancún.

Tym razem niemieckie linie lotnicze. Tak się złożyło, że z psem można było podróżować tylko drugą klasą. Ja miałem bilet drugiej klasy, Kora – pierwszej. Wiedziałem, że Ola zaraz weźmie ode mnie Ramonkę do pierwszej klasy. Tak się też stało. (...)

Przyzwyczajona do obyczajów panujących w polskich samolotach Kora natychmiast uwolniła Ramonkę z torbianych kazamatów. Usadowiła ją sobie na kolanach, najlepszym dla niej miejscu na świecie. Ramona to maleństwo. Spokojna i szczęśliwa, że jest blisko swojej pani, nie szczeka. Spogląda sobie przez okno na białe, postrzępione chmury nad Atlantykiem. Sama słodycz.

Ta słodycz nie spodobała się niemieckiej stewardesie. Urzędowym tonem, twardym angielskim, upomniała Korę, że dog powinien znaleźć się w zamkniętym boksie. Takie są przepisy. Podobno jakiś pasażer się poskarżył. Nie wiadomo który, bo każdy zlustrowany moim surowym wzrokiem udawał niewiniątko i miłośnika zwierząt.

Stewardesa nie znała Kory tak, jak ja ją znam. Jej surowe polecenie, a właściwie niecierpiący zwłoki rozkaz, zostało całkowicie zignorowane. Za pięć minut pojawił się niemiecki dżentelmen, w pełnym lotniczym uniformie. Z przepisową czapką na głowie. Przedstawił się jako kapitan lotu. Zaczął dość brutalnie krzyczeć, używając wielokrotnie słowa Ordnung [pol. porządek]. Pech chciał, że na okładce jednego z polskich magazynów, które kupiliśmy na lotnisku w Warszawie, figurował Adolf Hitler we własnej osobie. Może znowu znaleziono jego pamiętniki. Nie trzeba było długo Kory namawiać. Chwyciwszy zdecydowanym ruchem ów magazyn, wskazała palcem na bohatera okładki i powiedziała panu kapitanowi: – Znamy wasz Ordnung, doświadczyliśmy go już w czasie wojny światowej.

Kora zawsze w sporze wyciąga broń największego kalibru. Nie bawi się w półśrodki. Kapitan zzieleniał. Potem zbladł i grzecznie wycofał się do kokpitu. Szczerze mówiąc, współczułem mu. Biedni Niemcy znoszą z godnością karmiczne przewiny swych przodków.

Za dwie godziny lądowaliśmy w Cancún. I tu dopiero historia naprawdę się rozkręca. Przybyliśmy do Cancún około 13:00. (...) Umówiliśmy się z Korą, że ja wyjdę pierwszy. Odbiorę bagaże. Wynajmę samochód, którym pojedziemy do Tulum. (...) Po wypełnieniu formularzy wizowych i mało skrupulatnej kontroli bagażowej wyszedłem na zewnątrz. Upał 40 stopni. Nie przebrałem się jeszcze z zimowych polskich ciuchów w coś lżejszego. Pot leje mi się z czoła. Pobiegłem do biura wynajmu aut, ale nie podobały mi się ceny. Postanowiłem zaczekać na Korę.

Chodzę między wypożyczalnią samochodową a pobliskim parkiem miejskim. Mija 15 minut i nic. Mija pół godziny, a Kory nie ma. Niepokoję się. Tym bardziej że ostatnio czytałem, że jakaś polska rodzina została właśnie w Cancún porwana dla okupu. Mija godzina. Wielokrotnie dzwonię na komórkę Kory. Żadnej odpowiedzi. Telefon wyłączony. Błąkam się po lotnisku coraz bardziej zdenerwowany. Samoloty odlatują i przylatują. Wylewają się coraz to nowe tłumy bladych twarzy, a Kory nie ma.

Jestem już na granicy zwariowania. Po kilkunastu godzinach podróży z małym psem, w upalnym Meksyku, na Jukatanie. Gdzie ona jest? Jestem sam. Co robić? Dzwonić do konsulatu, ambasady, do Polski?

Naraz przypałętał się jakiś miły Meksykanin. Coś tam rozumie po angielsku. Ofiarowuje tanie auto na wynajem i pomoc. Chętnie korzystam. Dobra rada dla innych w trudnych sytuacjach, w krajach, gdzie logos ponosi klęskę: skorzystać z pomocy miejscowego. Niewiele kosztuje, a bardzo pomaga. On zna mental współziomków. Ziomów raczej. Maniana ziom. Relaks.

Niezrelaksowany, ale zdeterminowany, zdecydowałem się podejść do jakiegoś urzędnika w mundurze. Chodzą ich tam setki. Wypomadowani. Przystojni. Podkręcają czarne wąsiki. On nic nie wie. Jest pilotem. No tak.

Nagle mój meksykański cicerone zaprowadził mnie do kantorka, gdzie miła pani poinformowała mnie: Kora przebywa cały czas w komorze celnej. Mogę do niej zadzwonić. Z telefonu, który abstrakcyjnie i bez sensu wisi blisko postoju taksówek. Pod numer trzy. Znowu z pomocą Meksykanina znajduję telefon. Dzwonię pod numer trzy. Odebrał męski, urzędniczy głos. Tak, Kora tam jest, jakieś papiery związane z psem są nie w porządku. Dlatego od godziny tam siedzi, a właściwie leży. Ponieważ na znak protestu przeciw psuciu stosunków polsko-meksykańskich położyła się na podłodze, a dla zwiększenia dramatyzmu wyła jak zwierzę. Ramona skulona przy niej.

W tym momencie chciałem odegrać numer stulecia. Przedstawiłem się jako wybitny dyplomata, najlepszy kumpel prezydenta Meksyku. Bodajże Fox wówczas rządził w tym kraju. Na gościu nie zrobiło to najmniejszego wrażenia. Kora wyszła za pół godziny. Z Ramonką na ręku. Zapłakana, ale szczęśliwa, że wyrwała się z tego urzędniczego piekła w gorącym Cancún.

Co się okazało? Wszystko było w porządku z papierami Ramonki. Prawie wszystko. Nie miała tylko jednej jedynej pieczątki. Zaświadczającej, że ma ochronę przed kleszczami. Zawezwano weterynarza z miasta. Przyjechał po godzinie. Psiknął na Ramonkę odpowiednim preparatem dwa razy, skasował 100 dolców i zniknął.
Okładka książki
Okładka książki Kamila Sipowicza "Kora i inne zwierzęta" © Wydawnictwo Marginesy
Kora
Kora miała w domu wiele zwierząt © KAPIF | dzak
Wybrane dla Ciebie
Koroniewska i Dowbor byli w Dubaju. Zwrócili się prosto do zaniepokojonych fanów
Koroniewska i Dowbor byli w Dubaju. Zwrócili się prosto do zaniepokojonych fanów
Ewa Chodakowska stanowczo reaguje na plotki o zaburzeniach płodności. "Nie mam nic do ukrycia"
Ewa Chodakowska stanowczo reaguje na plotki o zaburzeniach płodności. "Nie mam nic do ukrycia"
Powoli trudno je rozpoznać! Sharon i Kelly Osbourne na Brit Awards 2026
Powoli trudno je rozpoznać! Sharon i Kelly Osbourne na Brit Awards 2026
Muzyk disco polo utknął za granicą przez konflikt na Bliskim Wschodzie. "Nie wiadomo, co będzie dalej"
Muzyk disco polo utknął za granicą przez konflikt na Bliskim Wschodzie. "Nie wiadomo, co będzie dalej"
Natsu była kiedyś w związku z dziewczyną. "Jak się dorasta, chce się spróbować różnych rzeczy"
Natsu była kiedyś w związku z dziewczyną. "Jak się dorasta, chce się spróbować różnych rzeczy"
Justyna Steczkowska i Skolim razem na jednym zdjęciu. To nie plotki
Justyna Steczkowska i Skolim razem na jednym zdjęciu. To nie plotki
Akop Szostak ma nie lada problem. Tłum adoratek wysyła mu INTYMNE fotki
Akop Szostak ma nie lada problem. Tłum adoratek wysyła mu INTYMNE fotki
Skolim na celowniku katolickiego portalu. Z oburzeniem zareagował na zarzuty w kwestii wiary
Skolim na celowniku katolickiego portalu. Z oburzeniem zareagował na zarzuty w kwestii wiary
Klaudia Halejcio żyje w willi za miliony. Pomarudziła na koszty: "Wiecie, ile kosztuje PRĄD?"
Klaudia Halejcio żyje w willi za miliony. Pomarudziła na koszty: "Wiecie, ile kosztuje PRĄD?"
Sandra Kubicka zabrała głos ws. rozstania z Baronem. Wiadomo, kto podjął decyzję
Sandra Kubicka zabrała głos ws. rozstania z Baronem. Wiadomo, kto podjął decyzję
Andrzej nie może żyć bez swoich pluszowych MISIÓW. "Jest w okropnym stanie emocjonalnym"
Andrzej nie może żyć bez swoich pluszowych MISIÓW. "Jest w okropnym stanie emocjonalnym"
Natalia Szroeder w białej koronce na jubileuszu Zakopower. Ściągnęła na siebie oczy wszystkich [WIDEO]
Natalia Szroeder w białej koronce na jubileuszu Zakopower. Ściągnęła na siebie oczy wszystkich [WIDEO]
ZACZEKAJ! ZOBACZ, CO TERAZ JEST NA TOPIE 🔥