We wtorek, 30 czerwca Margaret skończy 35 lat. Urodzona w 1991 r. artystka od ponad dekady budzi zainteresowanie nie tylko swoimi muzycznymi dokonaniami, ale również swoim podejściem do życia. Jednym z tematów, w których Margaret wykazała się niezwykłą stanowczością, jest jej stosunek do wiary i Kościoła. Niejednokrotnie krytykowała tę instytucję, aż w końcu zdecydowała się dokonać apostazji, czyli wystąpienia z Kościoła katolickiego. W wywiadzie dla Plejady wyjaśniła, co skłoniło ją do tej decyzji i jak wygląda jej podejście do wiary.
Powstanie film o Sebastianie Fabijańskim?! "Moja historia mogłaby być inspirująca"
Margaret szczerze o apostazji i podejściu do Kościoła
Artystka od lat otwarcie krytykuje Kościół. Zarzuca mu odejście od fundamentalnych wartości, z jakimi powinien się kojarzyć. Dla Margaret nie do zaakceptowania są pewne postawy i działania wewnątrz tej instytucji, o których, jak sama mówi, "aż głupio tego nie zauważać". Podkreśla, że nie zgadza się z tym, co Kościół reprezentuje, i czuła, że jedynym uczciwym wobec samej siebie wyjściem jest oficjalne zerwanie więzi.
Jeśli coś zobaczę, nie potrafię tego odzobaczyć. A zdałam sobie sprawę z tego, że Kościół w ogóle nie jest tym, czym być powinien. Że niewiele ma wspólnego z wiarą i tym, co zapisano w Biblii. (...) To, co dzieje się w tej instytucji, jaką jest Kościół, jest beznadziejne. Aż głupio tego nie zauważać - powiedziała Plejadzie Margaret.
Mimo to gwiazda sceny ma duży szacunek do osób wierzących. Niegdyś wspominała, że sama wywodzi się z domu, w którym wiara była niezwykle ważna:
Mam duży szacunek do chrześcijan i wszystkich, którzy wierzą. Wiara jest miłością - podkreśliła.
Margaret wierzy w "istnienie czegoś większego"
Mimo że Margaret dokonała apostazji, to podkreśla, że wierzy w siły wyższe. Co ciekawe... nie chce ich jednak nazywać Bogiem, bo to kojarzy jej się z Kościołem. Poza tym sama kieruje się niezwykle prostą zasadą - empatią. We wspomnianym wywiadzie artystka podkreśliła, że gdyby każdy człowiek był empatyczny, to świat wyglądałby zupełnie inaczej.
Wierzę, ale nie lubię nazywać tego Bogiem. (...) Wydaje mi się, że każde z przykazań można zamknąć w jednym zdaniu - nie rób innym i sobie tego, czego nie chciałbyś, aby ktoś zrobił tobie - wyznała Margaret.
Po chwili dodała:
Po prostu empatia, empatia, empatia. Gdybyśmy wszyscy się tego trzymali, świat byłby piękniejszy i może mielibyśmy w sobie mniej lęku o przyszłość - zakończyła.