Marcin Prokop zdradził, skąd pod jego okiem pojawiło się limo. Doszło do NIESZCZĘŚLIWEGO zdarzenia
Kilka dni temu Marcin Prokop zaskoczył fanów zdjęciem z podbitym okiem, którym podzielił się na Instagramie. Chociaż początkowo tłumaczył to żartem, w końcu postanowił zdradzić prawdę o zdarzeniu, które go spotkało. Sytuacja miała miejsce podczas... treningu gwiazdora TVN. - Dałem sobie odrobinę bólu - wyznał.
W połowie kwietnia 2026 roku Marcin Prokop i jego żona, Maria Prażuch-Prokop, zaskoczyli media i fanów, ogłaszając rozstanie po ponad 20 latach wspólnego życia. Jak poinformowali we wspólnym oświadczeniu na Instagramie, decyzja ta zapadła już jakiś czas temu, a samo rozstanie przebiegło w bardzo przyjaznej i dojrzałej atmosferze. Z kolei Prokop, odnosząc się do nagłego zainteresowania mediów jego życiem prywatnym, skomentował całą sytuację z charakterystycznym dla siebie dystansem i żartem, wspominając o rzekomym... romansie z Mery Spolsky, pokazując zdjęcie z limem pod okiem. Teraz popularny prowadzący "Dzień dobry TVN" postanowił rozwiać wszelkie wątpliwości i z humorem wyjaśnił przyczynę swojego wyglądu.
Marcin Prokop tłumaczy podbite oko
Prokop zdecydował się na nieco bardziej szczegółowy komentarz na TikToku Julii Wieniawy. W jej serii wideo artystka go, co jak to się stało, że ma podbite oko. Prokop odpowiedział z uśmiechem: "W tym tygodniu dałem sobie w twarz". To humorystyczne podejście doskonale wpisuje się w jego styl bycia i pozostaje w zgodzie z żartobliwą naturą dziennikarza. W rzeczywistości uczestniczył w treningu bokserskim i dostał cios od swojego trenera.
W tym tygodniu dałem sobie w twarz za pomocą rękawicy bokserskiej mojego trenera, który podczas sparingu niestety nie minął się z moją głową. Teraz to jest zamalowane akurat, ale niestety śliwa kwitnie pod makijażem. Przykro mi. Dałem sobie odrobinę bólu - wyznał ostatecznie.
Zabawny post Marcina Prokopa o podbitym oku podbił Instagram
We wspomnianym instagramowym poście dziennikarz twierdził, że siniak to wynik usłyszanych plotek o jego rzekomym romansie z Mery Spolsky. Żartował, że żona dowiedziała się o wszystkim od "Grażyny w zieleniaku", co miało sprowokować całą sytuację i rękoczyny.
Nigdy nikt nie interesował się mną nawet w połowie tak bardzo, jak w momencie, kiedy zmieniłem stan cywilny. Chyba muszę przemyśleć swoją pracę i przewartościować wiele rzeczy. Dziękuję opiniotwórczym mediom i ich czytelnikom za pchnięcie w ramiona tej autorefleksji oraz za wasze eksperckie opinie, fantazyjne clickbaity, małżeńskie porady oraz wnikliwe śledztwa. Love. PS: a oko? No cóż. Maria Prażuch-Prokop wróciła do Polski i usłyszała od Grażyny w zieleniaku o Mery Spolsky - napisał prześmiewczo pod postem Prokop.