Nie trudno zatem o wnioski, że małżeństwo Diany i Karola od samego początku trąciło nudą i monotonią.
Z wystawionych na aukcję listów dowiadujemy się również, że książę William z okazji swoich urodzin - w 1982 roku - otrzymał, bagatelka, 4,5 tysiąca prezentów! A w związku z tym wydarzeniem księżna Diana i jej pracownicy wysłali 24 tysiące listów informujących o jego narodzinach.
Przy tej okazji, Diana wspomniała także o swoich urodzinach, które przypadały zaledwie na dwa tygodnie po narodzinach jej syna. Wyznała, że była wtedy bardzo przytłoczona i czuła się wyjątkowo „niekomfortowo”:
Jeden z listów ujawnia, co wprawiało Dianę w dobry nastrój, co ją cieszyło. I choć tych powodów księżna nie miała zbyt wiele, jedno stale i niezmiennie dawało jej poczucie szczęścia. Tym czymś było... macierzyństwo. Kiedy pewnego dnia wróciła z oficjalnego wyjazdu do Austrii nie posiadała się z radości, gdyż mały wówczas William, nie miał problemów z rozpoznaniem swoich rodziców:
Na liście aukcyjnej znajdują się jednak nie tylko listy, ale również inne pamiątkowe przedmioty tj: spis weselnych prezentów, suszone kwiaty z bukietu ślubnego księżnej Diany, kartki świąteczne, fotografie, a także zaproszenia na wydarzenia królewskie.
Przypomnijmy, że to nie jest odosobniony przypadek, kiedy rzeczy należące do księżnej zostały wystawione na aukcję. Były m.in. jej trzy suknie wieczorowe (za 86 tysięcy dolarów), a także list, sprzedany za 4 tysiące dolarów, w którym księżna Diana napisała, że książę Harry jest niegrzeczny.
Praktyka poddawania do licytacji pamiątkowych przedmiotów należących do ludzi, którzy często już za życia tworzyli legendę, to nic nadzwyczajnego. Jednak warto się przy tej okazji zatrzymać i zastanowić, czy na pewno wszystko ma swoją cenę? Cóż... pozostając w tonie refleksyjnym, warto mieć na uwadze, że wartością bezcenną jest szacunek i pamięć o zmarłych, które nie pozwalają na to, aby zarabiać na sprzedawanych wspomnieniach...