Łatwogang ZABRAŁ GŁOS po zbiórce. Nie czuje się bohaterem
Akcja charytatywna Łatwoganga w kilka dni urosła do rozmiaru, którego mało kto się spodziewał. W wynajętej kawalerce pojawiali się ludzie ze sportu i show-biznesu, a celem była pomoc dzieciom walczącym z rakiem. Po zakończeniu zbiórki influencer zabrał głos. Nie chce, by ta historia kręciła się wokół niego. - Wielka prośba, traktujmy mnie jak każdego z nas - zaznaczył.
Wszystko zaczęło się od wzruszającego utworu "Ciągle tutaj jestem (diss na raka)", nagranego przez rapera Bedoesa oraz 11-letnią Maję, podopieczną Fundacji Cancer Fighters. Zainspirowany piosenką Łatwogang uruchomił dziewięciodniowy, nieprzerwany stream na YouTube, który zjednoczył dosłownie całą Polskę. W akcję zaangażowały się tysiące internautów oraz największe gwiazdy, takie jak Dawid Podsiadło, Robert Lewandowski, Doda, Sanah czy Iga Świątek. Choć początkowym celem było zebranie 500 tysięcy złotych, ostatecznie podczas transmisji udało się zebrać niewyobrażalną kwotę ponad 250 milionów złotych! Teraz głos zabrał jej pomysłodawca.
Dziennikarze WP przekazali 50 tysięcy zł na akcję Łatwoganga! Tak wygląda stream od kulis
Łatwogang zabrał głos po zakończeniu zbiórki na Cancer Fighters
Od ponad tygodnia w naszym kraju - ale nie tylko - mówi się tylko o Łatwogangu. Influencer zorganizował coś nieprawdopodobnego, wykraczającego poza ramy zwykłej pomocy. Po finale zbiórki na fundację Cancer Fighters porozmawiał z radiową Jedynką. W wywiadzie podkreślił, że w żadnym stopniu nie czuje się bohaterem. I choć to on rozpoczął całą akcję, to nie on jest w tym wszystkim najważniejszy, a dzieci, którym trzeba pomagać.
Wiem, że tutaj mnie nagrywacie, wiem, że tu są mikrofony, ja naprawdę mówię, nie czuję się, że jestem jakiś w ogóle ważny w tym wszystkim. Wiem, że zacząłem, ale to nie ma znaczenia, bo to ludzie zrobili, więc uważam, że nie szukajmy tutaj jakiejś jednostki, która coś zrobiła, bo na pewno nie jestem nią ja. Są to ludzie i po prostu o tym pamiętajmy - zaczął Łatwogang.
W dalszej części rozmowy wyznał, że nie zależy mu na rozgłosie i prosi, by traktować go jak każdego innego uczestnika tej historii.
Nie chcę absolutnie mieć żadnego wydźwięku po tym wszystkim jako jakaś osoba, nie zależy mi na tym, nie chcę, zbierajmy po prostu dla dzieciaków. Jest świetnie. Mamy cud. Wielka prośba, traktujmy mnie jak każdego z nas, bo jestem tak samo, jak każdy z nas, jesteśmy wszyscy równi, a jedynymi bohaterami, którzy są ponad wszystkich, są mali wojownicy. Tylko o nich uważam, że mówmy jako o osobach, które zrobiły coś wielkiego - dodał założyciel zbiórki.