Awans do finału French Open sprawił, że Maja Chwalińska zapisała się na kartach historii polskiego tenisa. Choć w decydującym meczu musiała uznać wyższość Mirry Andriejewej, jej występ został entuzjastycznie przyjęty przez kibiców. Po powrocie do kraju zawodniczka spotkała się z dziennikarzami, którzy pytali nie tylko o sportowe plany, ale także o relacje z Igą Świątek.
Powstanie film o Sebastianie Fabijańskim?! "Moja historia mogłaby być inspirująca"
Maja Chwalińska o wsparciu od Igi Świątek
Jednym z najciekawszych tematów konferencji okazała się kwestia kontaktu między obiema tenisistkami podczas paryskiego turnieju. Dziennikarze chcieli wiedzieć, czy bardziej doświadczona na wielkoszlemowej scenie Iga Świątek wspierała Chwalińską radami w trakcie rywalizacji. Finalistka Roland Garros nie pozostawiła miejsca na domysły.
Nie, to znaczy, w trakcie turnieju czy po turnieju otrzymywałam od Igi gratulacje i miłe słowa, to było wszystko – przyznała Maja.
Krótka odpowiedź szybko obiegła media i wywołała zainteresowanie kibiców, którzy od lat śledzą kariery obu zawodniczek.
CZYTAJ TAKŻE: Eksperci mieli problem z wymówieniem nazwiska Mai Chwalińskiej. "Wciąż nad tym pracujemy" [WIDEO]
Maja Chwalińska dobrze zna Igę Świątek
Chwalińska już wcześniej opowiadała o swojej relacji ze Świątek, podkreślając, że ich znajomość sięga czasów dzieciństwa.
Z Igą łączy nas kawał historii. Znamy się od dziesiątego roku życia, więc już naprawdę bardzo długo. Grałyśmy wszystkie drużynowe mistrzostwa świata i Europy oraz razem jeździłyśmy na turnieje indywidualne. Dużo przeszłyśmy razem – myślę, że to łączy i sprawia, że po prostu chcesz, żeby druga osoba też spełniała swoje marzenia. Obie wiemy, ile w to włożyłyśmy i jak ciężko na to pracowałyśmy – mówiła w rozmowie z Eurosportem.
Jednocześnie zaznaczyła, że z biegiem lat ich drogi naturalnie się rozeszły.
Później poszłyśmy swoimi drogami i Iga wystrzeliła. Takie jest też życie, że troszeczkę się oddaliłyśmy, nie ma co ukrywać. Po prostu już nie miałyśmy tyle czasu, żebyśmy spędzały go ze sobą i to jest też normalne – wyjaśniła.
Mimo to Chwalińska nie ukrywa, że nadal z sympatią obserwuje sukcesy swojej dawnej koleżanki z juniorskich lat.