Nowe doniesienia w sprawie wypadku Beaty Szydło! BOR tłumaczy
W zeszły piątek doszło do wypadku kolumny rządowej z udziałem Beaty Szydło. Jej Audi zderzyło się z Fiatem 21-letniego mężczyzny w Oświęcimiu. Politycy PiS utrzymują, że do wypadku doszło z winy kierowcy Seicento, ten twierdzi, że jest niewinny, a do kolizji doszło z winy kierowców rządowych maszyn.
Jak jest naprawdę? Według doniesień portalu wp.pl kierowca, który wiózł szefa rządu pracował zbyt długo. Portal twierdzi, że rozpoczął on pracę 11 godzin wcześniej zanim doszło do wypadku. Zgodnie z procedurami kierowcom nie wolno prowadzić pojazdu dłużej, niż przez 12 godzin. Według informatorów Wirtualnej Polski, w piątek ok. 7 rano z warszawskiej siedziby BOR wyjechała laweta. Znajdowało się na niej Audi A8, które później uległo wypadkowi w Oświęcimiu. Miał to być jedyny samochód z kolumny, który nie jechał na kołach.
Kolega, który potem prowadził samochód Szydło, jechał jako pasażer w lawecie - twierdził funkcjonariusz BOR.
Rzecznik prasowy Biura Ochrony Rządu niezwłocznie wydał w tej sprawie komunikat prasowy. Poinformowano w nim, że nieprawdą jest, iż kierowca pełniący służbę podczas wypadku pracował tyle godzin, ile podaje portal. Dodano, że jest to kierowca doświadczony, który pracuje w Biurze Ochrony Rządu od 2002 roku.
Funkcjonariusz rozpoczął kierowanie pojazdem Prezes Rady Ministrów około godziny 18.00. Prowadzenie pojazdu tego dnia trwało około 1 godziny. Wcześniej funkcjonariusz był przewożony do miejsca wykonywania obowiązków kierowcy. Wyjazd z garażu BOR nastąpił o godz. 7.29 (...). Nie jest przy tym prawdą, że funkcjonariusz, o którym mowa, był pasażerem lawety (...) - to fragment komunikatu wydanego przez Rzecznika BOR Natalię Markiewicz po artykule, który pojawił się na portalu wp.pl
Warto dodać, że Beata Szydło nadal pozostaje pod obserwacją lekarzy.