W samochodzie, na autostradzie, w drodze z Katowic do Krakowa, jechałem na spotkanie z moimi przyjaciółmi. To było w przeddzień Wigilii, w grudniu ubiegłego roku. Kilka dni wcześniej przeszedłem zabieg w szpitalu, jak sądziłem, związany z kontuzją z przygotowań do rajdu Paryż-Dakar. Byłem przekonany, że jestem po normalnym usunięciu krwiaka, podwiązaniu jakiegoś naczynia krwionośnego, choć wiedziałem, że pobrano mi materiał do badań histopatologicznych. Sądziłem, że to rutyna. Wtedy właśnie profesor Ziaja zadzwonił i zapytał, czy mógłbym do niego wpaść. Po pięciu sekundach dotarło do mnie, że chce ze mną rozmawiać i nie chce robić tego przez telefon. Powiedziałem, że oczywiście wpadnę, i umówiłem się na następny dzień, na wtorek – to była Wigilia.
Dziennikarz, wiedząc, o co chodzi, zadzwonił do lekarza i usłyszał złe wieści:
Rozłączyłem się i dopiero wtedy zrozumiałem, że to ma być jakaś poważna rozmowa. Natychmiast oddzwoniłem do niego i mówię: „Panie profesorze, proszę mi teraz powiedzieć, bo nie będę się bił z myślami do jutra!”. A on na to: „Gdzie pan jest?”. Odpowiedziałem, że w samochodzie, prowadzę. Usłyszałem: „To niech się pan zatrzyma”. Zrobiło mi się miękko. Zatrzymałem się pod mostem za Jaworznem. Powiedział mi, że trzeba by te badania powtórzyć, bo pierwsze wyniki są złe, mam całkiem dużego złośliwego guza – opowiedział.
Na szczęście, Kamilowi udało się wyjść z choroby. Powtórnie podupadł na zdrowiu w maju bieżącego roku. Miał mieć przetaczaną krew. Raportował wtedy na Twitterze:
W nocy pilnie przetaczano mi krew. Poruszające doznanie… Nie medycznie, bo to prosty zabieg, ale psychicznie. Wszystkie wyświechtane hasła typu „krew darem życia” nagle nabierają zupełnie nowego znaczenia. Wszystkim krwiodawcom nisko się kłaniam. Tym z BRh+ szczególnie.
Kamil, jako człowiek mediów, na bieżąco korzystał zresztą z Twittera i Instagrama. Regularnie dzielił się tam swoimi przemyśleniami i fotkami. Jakie były jego ostatnie wpisy?
Ostatni wpis Kamila Durczoka na Twitterze pojawił się 9 listopada. Napisał wtedy krótką wiadomość – dwa słowa na powitanie, które przewrotnie okazały się ostatnimi, jakimi oficjalnie pożegnał się ze swoimi sympatykami:
Wpis możecie zobaczyć poniżej. Obecnie roi się pod nim od smutnych komentarzy. Internauci żegnają się w ten sposób ze swoim idolem. Wiele słów chwyta za serce.
Dziennikarz udzielał się również na Instagramie. Jego profil śledziło blisko 7 tysięcy osób. Sam dodał na nim ponad 100 postów. Ostatni z nich przedstawiał jego psa. Dodano go tydzień temu.
Również i pod tym postem pojawiło się sporo komentarzy ze strony zrozpaczonych fanów. Redakcja Jastrząb Post łączy się z nimi w bólu i dołączamy do kondolencji dla rodziny i najbliższych Kamila Durczoka.
Ostatnie nagranie Kamila Durczoka: