Joanna Przetakiewicz o prohibicji w Warszawie. "To elementarna odpowiedzialność państwa"
Warszawscy radni podjęli decyzję w kwestii prohibicji w stolicy. Joanna Przetakiewicz w rozmowie z Plotkiem skomentowała sytuację. Przyznała, że w pełni się zgadza z ograniczeniem sprzedaży napojów procentowych.
Prohibicja w stolicy od kilku miesięcy jest nośnym tematem w mediach. Warszawscy radni podjęli już decyzję, że od 1 czerwca w całym mieście, zarówno w sklepach, jak i na stacjach benzynowych w godzinach od 22.00 do 6.00 nie będzie można kupić alkoholu. Głos w tej sprawie zabrała Joanna Przetakiewicz.
Joanna Przetakiewicz o spotkaniach z gwiazdami. Jakie wrażenie zrobiła na niej Beyonce?
Joanna Przetakiewicz o prohibicji w Warszawie
Dziennikarze Plotka postanowili zapytać Joannę Przetakiewicz, co myśli o decyzji stołecznych radnych. Projektantka zdradziła, że w pełni popiera ograniczenie sprzedaży alkoholu.
Nareszcie mądra decyzja! Przestańmy pozwalać się okłamywać, że istnieje tak zwana "bezpieczna ilość wypicia alkoholu". Na zdrowie, trawienie lub poprawę nastroju… To są marketingowe brednie producentów alkoholu - skomentowała, po czym dodała:
Alkohol to depresant, trucizna i legalny narkotyk. Wypicie butelki mocnego alkoholu powoduje stan psychotyczny, kiedy ktoś staje się zagrożeniem dla siebie i innych. A więc stawianie pytań, czy system, który chroni swoich obywateli przed zagrożeniami, jest głupi czy mądry, jest absurdem.
Czytaj także: Joanna Przetakiewicz je, co chce. Sekret jej szczupłej sylwetki bez wyrzeczeń jest jeden
Joanna Przetakiewicz o dostępności alkoholu
Podczas rozmowy ze wspomnianym portalem Joanna Przetakiewicz odniosła się także do kwestii dostępności alkoholu. Jej zdaniem fakt, że butelki z napojami procentowymi w estetycznych opakowaniach są w każdym sklepie, napędza problem.
W Polsce alkohol jest dosłownie wszędzie. Mamy jedną z najwyższych liczb punktów sprzedaży alkoholu na mieszkańca w Europie. Ta fizyczna dostępność napędza problem. Na półkach w każdym sklepie, na każdej stacji benzynowej stoją kolorowe butelki. Często projektuje się je, jak małe dzieła sztuki - eleganckie, błyszczące, atrakcyjne. Marketing ma sprawić, że zapomnimy, że w środku jest trująca substancja psychoaktywna - stwierdziła.
W wywiadzie podzieliła się również statystykami na temat ilości sprzedawanego alkoholu w Polsce. Przywołała konkretne dane: "w Polsce codziennie sprzedaje się od 1,4 do nawet 3 milionów tzw. małpek, a jedna trzecia z nich kupowana jest przed południem". Wspomniała także o kosztach społecznych.
To mną wstrząsnęło! Miesięcznie to ponad 40 milionów małych butelek alkoholu. To nie jest "kultura picia". To systemowe uzależnianie społeczeństwa! Do tego dochodzą gigantyczne koszty społeczne. Leczenie chorób, wypadki, przemoc domowa, rozbite rodziny, utrata produktywności - wszystko to razem szacuje się nawet na 100 miliardów złotych rocznie. I ten rachunek płacimy wszyscy - wyznała.
Podsumowując temat, Joanna Przetakiewicz przyznała, że jej zdaniem w tym przypadku nie można mówić o "zamachu na wolność", o którym wspominają przeciwnicy prohibicji.
Dlatego ograniczenie nocnej sprzedaży alkoholu nie jest żadnym zamachem na wolność. To elementarna odpowiedzialność państwa. To troska. To otoczenie opieką najmłodszych, którzy zderzają się z pijanymi rodzicami albo innymi dziećmi… Wolność nie polega na tym, że można się bez ograniczeń unicestwiać - podsumowała.
Czytaj także: To nie dom, to pałac! Tak mieszka Joanna Przetakiewicz. Złoto, marmury... ZOBACZ WIDEO