Myślę, że każda zmiana budzi kontrowersje, odkąd pamiętam, odkąd pracuję w telewizji publicznej, zawsze krytykowano tę stację. Naprawdę! Jakakolwiek by nie była władza i ktokolwiek by nie rządził telewizją. Zawsze prezesi podlegali bardzo surowej ocenie i krytykowano ich dużo mocniej, niż władze stacji konkurencyjnych. Myślę, że to taka specyfika naszej pracy. Ale naprawdę wierzę, że w telewizji publicznej można, i widzę to, realizować misję, robić dobre rzeczy. Wiem, że jesteśmy różnie oceniani - my, dziennikarze telewizji publicznej. Ale jesteśmy dziennikarzami - ja siebie traktuję nie jako dziennikarkę TVP, ale jako dziennikarkę przede wszystkim. Akurat tam mogę realizować mój zawód, który bardzo kocham. Ale myślę, że nie ma różnicy, a powinien być - moim zdaniem - większy szacunek do pracy człowieka, a także większa rozwaga w ocenie. Jest takie powiedzenie biblijne, że łatwiej zauważyć drzazgę w oku sąsiada, niż belkę we własnym. Jakoś tak widzę, że niektórym dobrze idzie dostrzeganie tych drzazg. Ale tacy są ludzie. Prowadziłam telewizję śniadaniową przez 12 lat, a nikt się jakoś nie troszczył moim losem. Nikt nie mówił, że się marnuję, czy coś. A teraz nagle wszyscy zainteresowani. Złe słowa nikogo nie cieszą, trudno by było robić z tego jakiś walor. Myślę, że nie jestem osobą, która by budziła zainteresowanie na siłę, prosiła się o to. A przecież każdy z nas doskonale wie, jak to robić. Staram się tego unikać, po prostu pracować, bo to naprawdę lubię