Zapłakana Doda o schronisku w Sobolewie. Pokazała wstrząsające zdjęcia. "Auschwitz dla zwierząt" [WIDEO]
Doda pojechała do Sobolewa, by skonfrontować się z właścicielem schroniska dla zwierząt. To, co pokazała mediom, jest wstrząsające. Tymczasem wójt Sobolewa nie zamierzał wpuścić mediów na rozmowę z piosenkarką i wolontariuszami.
W ostatnich dniach Doda prowadzi akcję w sprawie schronisk, w których ma dochodzić do ogromnych zaniedbań. Wokalistka pojechała do Sobolewa, gdzie znajduje się schronisko "Happy Dog". Według zeznań wolontariuszy i aktywistów, zwierzęta nie mają odpowiednich warunków do życia, są głodzone, nie mają dostępu do weterynarza, a nawet umierają w ogromnym cierpieniu. Pokazała wstrząsające dowody na znęcanie się nad psami, które, jak stwierdziła, trafiły do piekła.
Schronisko w Sobolewie - piekło dla zwierząt?
To nie pierwszy raz, kiedy schronisko dla psów w Sobolewie jest słynne na cały kraj Już niemal dekadę temu, bo w 2017 roku, "Gazeta Wyborcza" opisała warunki, w jakich muszą przebywać tam zwierzęta. Psy nie miały wówczas możliwości odbywania spacerów, wolontariusze nie byli wpuszczani do placówki. Temat Sobolewa wrócił kilka lat później, gdy Łukasz Litewka, radny z Sosnowca, obecnie poseł Lewicy, apelował o adopcję jednego z psów z tego schroniska. Zwierzę nie doczekało jednak znalezienia nowego domu i zmarło.
Doda apeluje do rządzących o interwencję w Sobolewie
Doda w Sobolewie przedstawiła materiały, dokumentujące z jakim okrucieństwem spotkały się zwierzęta w schronisku. Piosenkarka zaapelowała do rządzących, by również nie pozostali obojętni wobec krzywdy, jakiej doznają psy.
Ja oczekuję i apeluję do władz, które się tym zajmują, że w tym momencie mają przymus i nakaz złamania tego systemu. Sobolew do końca życia będzie się kojarzył z Auschwitz dla zwierząt!
Wójt Sobolewa nie chciał rozmawiać w obecności mediów
W Sobolewie rządzi Maciej Błachnio, wójt, który ostatnio uzyskał reelekcję na ten urząd. Polityk przyjął Dodę i wolontariuszy, nie chciał zgodzić się na obecność mediów podczas tej rozmowy, choć wokalistka naciskała na to.
No może pani chcieć, ale ja nie muszę się na to zgodzić - stwierdził Błachnio.
Doda nie dawała za wygraną.
Ale czy pan zdaje sobie sprawę z tego, że tylko podkręca pan ten temat, pokazuje brak transparentności i to, że ma pan coś do ukrycia? - pytała wójta w obecności mediów, ten jednak pozostał nieugięty.
Doda ze łzami w oczach mówiła o losie zwierząt z Sobolewa
Piosenkarka, opowiadając o sytuacji w schronisku, nie kryła emocji, które nią targały.
Pan Marian, kierownik schroniska, to inny przypadek niż Bytom. I jest to dziesięć razy gorsza sytuacja. On dostaje 3 tys. zł za odłowienie psa jednorazowo, w związku z powyższym nie opłacała mu się tych zwierząt ani karmić, ani leczyć, ani utrzymywać. Bo to jednorazowa kwota. Doskonale wiemy, w które miejsce wywozi ciała. [...] Czekamy, aż zejdzie mróz, odkopiemy te miejsca. Powiedziałam to panu wójtowi, to zagryzł szczękę i trzy razy mrugnął okiem, więc mi to potwierdził niechcący - powiedziała Doda.
Ze zdjęć wynika, że los zwierząt, które przebywają w schronisku w Sobolewie, jest przerażający. Doda wprost nazwala to piekłem.
To jest inny rodzaj znęcania i inna skala znęcania. To jest sytuacja w której 200 psów, wchodząc do schroniska wchodzi do jeszcze większego piekła. Miesiącami są głodzone - stwierdziła. To jednak nie wszystko. - Suki rodzą w klatkach dla królików, wystawione na żar słoneczny. Rzuca im resztki podrobów, w celu zadławienia się lub zatrucia, bo to syf, nie jedzenie. Według świadków, wolontariuszy, zatruwa to jedzenie. (...)
Doda pokazywała zdjęcia, przedstawiające warunki, w jakich żyją zwierzęta w Sobolewie i opowiadała o nich łamiącym się głosem, a w jej oczach pojawiły się łzy. Fotografie przedstawiały zagłodzone zwierzęta, trzymane w klatkach dla królików, chorujące, pozbawione opieki weterynaryjnej.
Ja to zobaczyłam i nie mogę spać od tygodnia, a ty śpisz we własnej gminie i ci oko nie drgnie, jak widzisz kojce pełne krwi, wymiocin? - zwróciła się Doda do wójta.
Wokalistka przedstawiała kolejne zdjęcia i mówiła o przypadkach, jakie opisywali wolontariusze.
Pies po operacji, wrzucony do innych psów, bez zabezpieczeń. Jak zmusili go [właściciela schroniska - przyp. red.] do sterylizacji, to nie wyciągał szwów, które sukom wrastały w ciało. Tu kolejna suka, przyjęta do schroniska, po chwili zmiażdżona miednica, nie zezwolono na adopcję, nie żyje. Pies wykrwawił się na betonie schroniska. (...) Suczka trafiła do schroniska z raną oka, wrzucił ją do innych psów. Po paru miesiącach wyglądała tak, a jej oko, które powinno być wyleczone... mózg jej się wylał przez to oko. (...) Jak można patrzeć codziennie na takiego psa i doprowadzić go do takiego stanu? I jak wicewojewoda może tu przyjechać i powiedzieć, że jest super? - mówiła rozemocjonowana Doda.
Wójt Sobolewa o sytuacji w schronisku
Do całej sytuacji odniósł się także wójt Sobolewa.
My na każde zgłoszenie, telefon, pismo, zdjęcie reagujemy. To nie jest tak, że nie reagujemy - stwierdził wójt. - Każde takie zdjęcie trzeba udowodnić. (...) Ja nie wymyślam prawa, ja działam w jego obrębie.
Wójt przyznał, że w kwietniu kończy się umowa dzierżawy terenu, na którym znajduje się teren schroniska i że być może wtedy wyjaśni się dalsza sytuacja zwierząt, które w tej chwili przebywają na jego terenie. Dodatkowo w sądzie w Garwolinie toczy się sprawa przeciwko właścicielowi schroniska, Marianowi D., a wolontariuszki, które ją wniosły, próbują udowodnić zaniedbania wobec zwierząt. Według Macieja Błachnio wszelkie kontrole, które były przeprowadzane w schronisku, nie wykazały większych nieprawidłowości.
Wolontariuszka o schronisku w Sobolewie
Jedna z wolontariuszek, która zaczęła współpracować ze schroniskiem Happy Dog w Sobolewie jeszcze w 2016 roku, przyznała, że początkowo była bardzo zadowolona. Samo miejsce zrobiło na niej dobre wrażenie, tak samo jak właściciel. Jednak już po upływie kilku tygodni kobieta zaczęła zauważać nieprawidłowości.
Umowa z dużą ilością gmin, chore psy, suki ze szczeniakami, psy, które się zagryzały. Na początku było tu 185 psów, potem już było 395. Fundacje zabierały psy do adopcji, ale tych psów i tak przybywało. Zaczęły się toczyć rozmowy z właścicielem, żeby coś zmienił, zatrudnił więcej osób, ale to nie przyniosło żadnego efektu - powiedziała nam Karolina Pawelczyk-Dróźdź.
Kobieta przyznała, że w schronisku nie są przeprowadzane adopcje, albo psy wydawane są tylko osobom, które zna właściciel. Nie ma dni otwartych, nie można przyjechać i zaadoptować psa.
Także wolontariuszka opowiedziała o tym, co mówiła wcześniej Doda - właściciel dostaje jednorazową opłatę za złapanie psa, dlatego nie opłaca mu się długo trzymać go w schronisku i miesiącami żywić, czy płacić za leczenie.
Doda zaapelowała o szybkie adopcje psów z Sobolewa tak, aby zwierzęta znalazły bezpieczne i kochające domy.