TYLKO U NAS! Doda we łzach o schronisku w Sobolewie. "Dziesięć razy GORZEJ niż w Bytomiu" [WIDEO]
Doda w towarzystwie aktywistów i mieszkańców pojechała do Sobolewa, aby protestować w sprawie traktowania zwierząt w schronisku schronisku Happy Dog. Na miejscu były media, mamy nagranie.
Schronisko Happy Dog w Sobolewie od lat budzi kontrowersje i oburzenie obrońców zwierząt. Jak podają zatrudnieni w nim niegdyś wolontariusze, sytuacja w placówce pozostawia wiele do życzenia, a zaniedbania, jakich się dopuszcza, określane są wręcz jako drastyczne. Tematem zainteresowali się aktywiści. Teraz do sprawy przyłączyła się również Doda.
Schronisko Happy Dog w Sobolewie pod ostrzałem aktywistów
Problemy związane z warunkami w schronisku opisywano już w 2017 roku w "Gazecie Wyborczej". Według gazety, Marian D., właściciel placówki, zredukował wówczas możliwość spacerów dla psów i wyeliminował wolontariat. Temat ponownie przyciągnął uwagę w 2024 roku, gdy poseł Łukasz Litewka postanowił znaleźć dom dla psa imieniem Miko. Niestety, zwierzę zmarło w schronisku.
Z uwagi na brak reakcji ze strony władz, aktywiści z całej Polski protestują w samym Sobolewie. Ich celem jest zwrócenie uwagi na długotrwałe nieprawidłowości. Domagają się zakończenia współpracy gmin ze schroniskiem oraz przeprowadzenia niezależnej kontroli z udziałem organizacji społecznych.
Doda pojechała protestować do Sobolewa
22 stycznia piosenkarka spotkała się z wójtem Sobolewa. Na miejscu byli reprezentanci mediów z całej Polski, w tym reporterka Jastrząb Post Karolina Motylewska.
Pan Marian, kierownik schroniska, to inny przypadek niż Bytom. I jest to dziesięć razy gorsza sytuacja. On dostaje 3 tys. zł za odłowienie psa jednorazowo, w związku z powyższym nie opłacała mu się tych zwierząt ani karmić, ani leczyć, ani utrzymywać. Bo to jednorazowa kwota. Doskonale wiemy, w które miejsce wywozi ciała. [...] Czekamy aż zejdzie mróz, odkopiemy te miejsca. Powiedziałam to panu wójtowi, to zagryzł szczękę i trzy razy mrugnął okiem, więc mi to potwierdził niechcący - powiedziała Doda.
Gwiazda nazwała to "innym rodzajem znęcania". Zaprezentowała przy tym zdjęcia maltretowanych psów:
To jest inny rodzaj znęcania i inna skala znęcania. To jest sytuacja w której 200 psów, wchodząc do schroniska wchodzi do jeszcze większego piekła. Miesiącami są głodzone.
W pewnym momencie z oczu Dody popłynęły łzy. Kontynuowała ze ściśniętym gardłem, mówiąc o kolejnych szczegółach.
To bardzo dużo kosztuje. Jestem psychicznie wykończona. Suki rodzą w klatkach dla królików, wystawione na żar słoneczny. Rzuca im resztki podrobów, w celu zadławienia się lub zatrucia, bo to syf, nie jedzenie. Według świadków, zatruwa to jedzenie. [...] Facet wszystkich zastrasza sądami, swoimi znajomościami, jest nietykalny - przekazała.
Mazowiecki Urząd Wojewódzki dał oświadczenie
W grudniu zeszłego roku Mazowiecki Urząd Wojewódzki wydał oświadczenie w sprawie schroniska Happy Dog. Według opublikowanych informacji, uzyskanych po kontroli inspekcji weterynaryjnej, nie miało dojść do żadnych zaniedbań.
Wyniki przeprowadzonych kontroli nie potwierdzają podnoszonych w mediach i przestrzeni internetowej rażących nieprawidłowości i niedożywionych czy zaniedbanych zwierząt, poza tymi w trakcie leczenia. Należy zaznaczyć, że zwierzęta trafiające do schronisk są często w złej kondycji zdrowotnej, schorowane, po traumatycznych przeżyciach skutkujących interwencyjnym odebraniem ze względu na złe traktowanie przez człowieka - czytamy.