Widzieliśmy go na meczu z Senegalem – 45 minut na boisku podczas pierwszej połowy meczu to wszystko, co dostał. A pracował na to bardzo ciężko. Przed Mundialem, by wrócić do formy po kontuzji, niemal ścigał się z czasem. Ból, który mu dokuczał, czasem nie pozwalał piłkarzowi podnieść się z łóżka. Gdy piłkarze pojawili się na konferencji w Wołgogradzie, wyglądał jakby zaraz miał się rozpłakać. Kibicom pękały serca, gdy mówił o przegranych marzeniach:
Nie wiadomo jeszcze, czy Błaszczykowski wyjdzie na boisko, czy nie, czy dana mu będzie kolejna szansa. Tego dowiemy się za niecałe dwie godziny, w meczu, który dla Polaków będzie meczem o wszystko. Już nie o wyjście z grupy, nie o chwałę, ale o honor. O honor i odzyskanie zaufania fanów, którzy od kilku dni wylewają na kadrę wiadro pomyj w social mediach.
Miejmy nadzieję, że nie dadzą im powodu do jeszcze większej krytyki. W końcu nie przegrali – to nie porażka, to lekcja.