Oliwia jest przerażona, bo widzi, ile mnie to kosztuje. Bardzo to przeżywa. Zresztą na jednym z wideo, które nagrywam, by mieć dowody, że paparazzi mnie nękają, mówi: „Mamo, proszę cię, mamusiu, proszę cię, jedźmy już”. Mój syn, którego paparazzi fotografowali podczas rozpoczęcia roku szkolnego, pokazał im środkowy palec. Nie jest to objaw radości, jak można się domyślać. A jaki był komentarz tabloidów do tych zdjęć? „Patrzcie, jak Przybylska wychowała syna”. Moja mama pyta: „Ale Aniu, dlaczego on tak im pokazał?”. A co miał zrobić? Uśmiechnąć się i pomachać rączką? Gdyby miał wypadek i leżał w kałuży krwi, to najpierw zrobiliby mu zdjęcia, zamiast zadzwonić po karetkę. Paparazzi stoją pod szkołą mojego syna i straszą inne dzieci. Te dzieci się zwyczajnie boją, kiedy oni się przepychają, kłócą, krzyczą. Czasami się zastanawiam, czy nie są pod wpływem jakichś narkotyków, bo mają taki dziki, przerażający wzrok. Moje dzieci przeżyły już kilkadziesiąt pościgów za naszym samochodem. I nie ma znaczenia, ile udzielę autoryzowanych wywiadów czy zrobię sesji z dziećmi czy wrzucę na swój Instagram ich zdjęć, żeby dali nam spokój i przestali nękać, przestali szaleńczo gonić po mieście. I tak próbują zrobić zdjęcie. Bardzo się boję, że w końcu dojdzie do jakiejś tragedii, bo ja, zaszczuta w samochodzie, ścigana przez sportowe auto, które zajeżdża mi drogę, naprawdę jestem zagrożeniem dla innych kierowców. Kiedy wpadasz w szloch, trzęsą ci się ręce, trudno jest prowadzić. Mam zjechać na pobocze i sobie popłakać? Przecież o to im chodzi. Od razu znajdą się z lufą aparatu przed moją szybą. Potem będzie można to podpisać, że jestem rozchwiana emocjonalnie. Kiedyś, byłam jeszcze wtedy w ciąży, paparazzi stali pod domem mojej przyjaciółki w Piotrkowie Trybunalskim. Nie wychodziłam stamtąd dwa dni, to mi spuścili powietrze z kół w samochodzie. I ja przez 50 kilometrów jechałam w śnieżycy z wielkim brzuchem i dwójką dzieci na tylnym siedzeniu. Wyłam i jechałam na flaku. Jak myślisz, jak moje dzieci reagują, kiedy mnie widzą w takim stanie? Zwyczajnie się boją. - mówiła Ania.