Tadeusz Drozda WPROST o emeryturach artystów. UDERZYŁ w narzekające gwiazdy
Tadeusz Drozda otwarcie mówi na temat swojej emerytury. Komik nie ukrywa, że jego świadczenie jest niskie, ale nie zamierza publicznie narzekać. W dawnej rozmowie z naszą redakcją wyznał, że może mieć pretensje wyłącznie do siebie. Jednocześnie nie ma zrozumienia dla części artystów, którzy publicznie skarżą się na pieniądze na starość. Nie gryzł się w język!
Tadeusz Drozda to bez wątpienia żywa legenda polskiej rozrywki. Satyryk przez dekady bawił miliony Polaków, głównie prowadząc hitowy program "Śmiechu warte", w którym prezentował zabawne domowe nagrania wideo w czasach, gdy nikt nie słyszał jeszcze o YouTubie czy TikToku. Współtworzył słynny wrocławski kabaret "Elita", a także napisał kultowy przebój Krzysztofa Krawczyka – "Parostatek". Dziś artysta cieszy się urokami jesieni życia i choć jego emerytura należy do wyjątkowo skromnych, jego podejście do tego tematu mocno wyróżnia się na tle innych gwiazd. Jak podkreśla, "sam zgotował sobie taki los".
Iwona Pavlović o wysokości swojej emerytury. "Te pieniądze mi się należą"
Tadeusz Drozda ostro o artystach narzekających na emeryturę
Dziś temat emerytur artystów znów jest "na topie". Ostatnio rząd przyjął projekt ustawy o zabezpieczeniu socjalnym artystów, który zakłada dopłaty do składek ZUS dla najmniej zarabiających twórców. Drozda w rozmowie z naszą redakcją już wiele miesięcy temu podkreślał, że nie potrafi zrozumieć, jak wielcy polscy artyści mogą narzekać na emerytury i mieć pretensje, że nie otrzymują wyższego świadczenia. Podkreślił, że zamiast odkładać wybierali bardzo luksusowy styl życia, a dziś udają zdziwionych. Na koniec użył mocnych słów, podkreślając, że jeśli ktoś zarabiając po 50 tysięcy za występ nie ma co żyć, to jest... idiotą. Jego wypowiedź stała się teraz viralem, która stawiana jest w kontrze do tłumaczeń środowiska artystycznego i rządu:
Jeżeli człowiek przez całe lata zarabiał dużo pieniędzy, to jak dzisiaj nie ma nic, to jest idiotą. Po prostu. (...) Zawsze trochę zostaje. Nie jest tak, że wszystko się wyda. (...) Widziałem ostatnio artystkę, która powiedziała, że ma małą emeryturę. W internecie są takie tabele, które mówią, ile artysta żąda za występ. Sprawdziłem, że ta artystka za występ żądała 50 tys. zł i jej płacili. Także miała takie dwa, trzy koncerty miesięcznie za 50 tys. i ona narzekała, że ma za małą emeryturę - grzmi Drozda.
Tadeusz Drodza nie narzeka na niską emeryturę
Satyryk we wspomnianym wywiadzie został zapytany także o wysokość swojej emerytury. I choć nie podał konkretnej kwoty, to zaznaczył, że jest ona niska. Nie zamierza jednak na nią narzekać, bowiem gdyby odkładał więcej w czasach swojej popularności, to dziś otrzymywałby więcej. Wyznał, że nie myślał wtedy o przyszłości i zabezpieczeniu finansowym i jedyne co pozostało, to przyjąć tę kwestię z godnością.
Są artyści, którzy narzekają, a prawda jest taka, że kiedy dużo zarabialiśmy, płaciliśmy najniższe składki na emeryturę. No i dzisiaj mamy pokłosie tego, co wynika wyłącznie z naszej pazerności. Żaden artysta się do tego nie przyzna. Ja deklarowałem najniższą, wtedy było to ok. 1500 zł. Można było wpisać, ile się chce i od tego płacić składki - podkreślił satyryk.