Oliwer Kubiak z "DDTVN" komentuje gorzkie słowa Ignacego Lissa o Paradach Równości. "ROZCZAROWUJĄCE"
Oliwer Kubiak jest rozczarowany niedawną wypowiedzią Ignacego Lissa, który po roli geja w serialu "Proud" stwierdził, że woli wspierać ludzi LGBT+ poprzez sztukę, a nie np. udział w Paradach Równości. – Bycie apolitycznym jest przywilejem – zauważył reporter "Dzień dobry TVN".
Ignacy Liss po premierze serialu HBO Max "Proud", w którym gra geja, niefortunnie wypowiedział się o tym, że unika wyrażania wsparcia osobom LGBT+ poprzez udział w Paradzie Równości. "Staram się być bardzo apolityczny, jeśli chodzi o wszelkiego rodzaju parady, pikiety, protesty. (...) Myślę, że sztuka jest takim bezpiecznym miejscem, w którym można powiedzieć, co się myśli. (...) Jestem zwolennikiem rozmowy i słuchania siebie nawzajem, a nie wyzywania i skreślania" – powiedział redakcji Plejady, a jego wypowiedź obruszyła ludzi LGBT+. Głos w dyskusji właśnie zabrał Oliwer Kubiak.
Zagrał w "Proud" i nie poszedł na Paradę Równości. Ignacy Liss tłumaczy
Oliwer Kubiak jest rozczarowany wypowiedzią Ignacego Lissa
Reporter "Dzień dobry TVN" w niedzielę opublikował na Instagramie krótką rolkę, w której odniósł się do kontrowersyjnych słów Ignacego Lissa. Narzeczony Jacka Jelonka, którego poznał na planie randkowego reality-show "Prince Charming", stwierdził, że jest rozczarowany wypowiedzią aktora z serialu "Proud", po czym dodał:
To, że możemy opowiadać nasze historie w telewizji czy sztuce, nie wzięło się znikąd. To jest efekt ludzi, którzy przez lata wychodzili na ulice i walczyli o widzialność. Bycie apolitycznym jest przywilejem, szczególnie wtedy, gdy twoje prawa nie są przedmiotem publicznej debaty. Nasze są i pomimo wielu starań od lat wciąż niezbyt wiele się zmieniło.
"Sztuka i polityka zawsze były ze sobą połączone. Gdy opowiadasz historię o miłości, wolności czy równości, to już zabierasz głos. Jednak edukacja na temat tego, skąd wzięła się możliwość opowiadania danej historii queerowej, jest fundamentalna" – dodał Oliwer Kubiak.
Ignacy Liss tłumaczył się po aferze. "To dla mnie za dużo i tyle"
Ignacy Liss po fali kontrowersji, którą wywołała jego wypowiedź o Paradach Równości, nagrał oświadczenie na Instagrama, w którym wyjaśnił, co miał na myśli. Powiedział:
Wierzę w to, że jest mnóstwo osób z mniejszości seksualnych, które też nie przepadają za takimi miejscami, jak Parada Równości, Marsz Niepodległości czy inne protesty i pikiety, bo po prostu nie czują się tam bezpiecznie. Ja trochę tak mam i to nie jest przestrzeń dla mnie, dlatego nie chciałem ściemniać i mówić, że jest inaczej.
"Pewnie są osoby, takie jak ja, które wspierają i wierzą, że trzeba walczyć i mówić o prawach mniejszości seksualnych, o prawach dla par jednopłciowych, które w Polsce są naprawdę żadne. Dla mnie to jest naprawdę ważne, ale nie mam ochoty iść w jednym szeregu z człowiekiem, politykiem, który nieraz obiecywał, że to się zmieni w Polsce, a to się nie zmienia. To jest po prostu dla mnie za dużo. I tyle. (...) Głęboko wierzę w to, że historia Filipa [bohatera serialu »Proud« – red.] ma prawo dojść do wielu domów, do domów, gdzie myśli się inaczej niż na Paradzie, bo na Paradzie wszyscy są zgodni, a może dzięki naszemu serialowi ktoś zmieni zdanie, bo pozna bliżej człowieka. Czasem lepiej mówić delikatnie o czymś, intymnie, niż drzeć mordę. Drzeć mordę też jest ekstra, cieszę się, że macie takie święto, powinniście mieć takie święto. Wszystkie mniejszości seksualne powinny mieć taki dzień, w którym wyjdą na ulicę, to jest ważne. Ale kiedy rozmawiamy o zmianie, to wierzę, że nasz serial jest ważny. Jasne, wziąłem za to kasę, ale pod tym się podpisuję i w to wierzę" – powiedział aktor.