Natalia Siwiec komentuje ostatnią awanturę z internautami - nie zostawili na niej suchej nitki za to, że pokazała zdjęcia z kotkiem, a potem go oddała
Natalia Siwiec podczas świąt Bożego Narodzenia pochwaliła się nowym członkiem rodziny. Okazał się nim uroczy kotek. Modelka kocha zwierzęta. Posiada bowiem psa rasy Chihuahua o imieniu Gucio, którego mogliśmy poznać w jej reality show. Kilka dni po Nowym Roku Harry’emu – bo tak ma na imię kot – założono profil na Instagramie.
Okazało się jednak, że zwierzak jest prezentem dla chrześnicy Mariusza Raduszewskiego, męża modelki. Para początkowo chciała zostawić kota u siebie w domu, jednak rozsądek wziął górę. Natalia wraz z mężem dużo wyjeżdżają i często nie ma ich w domu stąd nie mogli sobie pozwolić na dodatkowego zwierzaka. W sieci zawrzało. Internauci zarzucali jej bezduszność. Pojawiło się wiele gorzkich słów. Nie zostawiono na modelce suchej nitki. Teraz Natalia odpowiedziała
Od kilku dni dostaję pytania: dlaczego oddałam kota? Jak mogłam? Już kilka razy się o tym wypowiedziałam. Harry nigdy nie był mój. Od początku był kotem kupionym dla chrześnicy Mariusza. To media rozdmuchały sprawę pisząc, że dostałam kota w prezencie wigilijnym od Mariusza. Wymyślona i nie potwierdzona ze mną informacja, wyssana z palca. Zastanawiam się czy to lenistwo dziennikarzy, że nie chciało im się wysłuchać wywiadu ze mną. A Wam ludzie radzę nie wierzyć ślepo we wszystko, co czytacie - napisała na swoim Instagramie
Miejmy nadzieję, że ten komentarz zakończy całą sprawę