Zarzucili Martynie Wojciechowskiej lans na chorym dziecku. Miażdżąca odpowiedź
Zarzucili Martynie Wojciechowskiej lans na chorym dziecku. Miażdżąca odpowiedź
Chociaż Martyna Wojciechowskaw polskim show-biznesie jest od 20 lat, to w ostatnim czasie cieszy się szczególnym zainteresowaniem mediów. Dziennikarka konsekwentnie dawkuje informacje na temat życia prywatnego. Okazuje się, że często są one bolesne, zwłaszcza gdy dotyczą bliskich jej osób.
Martyna Wojciechowska o adopcji Kabuli
Zuza Maciejewska
Udostępnij
Tak jak w przypadku Kabuli, którą Wojciechowska wyciągnęła z piekła. Albinoska mieszka na co dzień w Tanzanii. Nietypowy wygląd skóry sprawił, że padła ofiarą licznych ataków, podczas jednego z nich została jej – dosłownie – odrąbana ręka. Martyna, kiedy poznała jej historię nie zawahała się jej pomóc. Ten krok nie każdemu się spodobał.
Pojawiły się głosy, że dziennikarka zrobiła to dla "lansu". Na zarzut dość dosadnie odpowiedziała wywiadzie z Zofią Fabjanowską-Micyk opublikowanym w magazynie Zwierciadło.
Wojciechowska przyznała, że jest pełna podziwu, że ktoś potrafi wymyślać takie historie:
Jestem w stanie też przyjąć na klatę komentarze, że dla lansu adoptowałam chorą na albinizm dziewczynkę z Tanzanii. Uważam je za krzywdzące, ale tłumaczę sobie, że świadczą one o tych, którzy je piszą. Mnie coś takiego w ogóle by nie przyszło do głowy – z góry zakładam, że ludzie mają dobre intencje.
Na szczęście takie nieuzasadnione i krzywdzące publikacje nie wpływają na dalsze losy dziewczyny. Kabula zdobywa wykształcenie, aby także pomagać:
Dziś jako moja adoptowana córka jest bezpieczna i uczy się w prywatnej szkole, żeby zostać prawniczką i pomagać innym pokrzywdzonym ludziom. Do tego potrzeba zaangażowania wielu osób dobrej woli, Stowarzyszenia Misji Afrykańskich i Fundacji Między Niebem a Ziemią, pieniędzy, czasu. Nie mam siły tłumaczyć, że to wieloletni projekt wymagający ogromnej pracy, więc trudno mówić o "lansie". Bo wiem, że cokolwiek powiem, to tylko woda na ten młyn. Najlepiej po prostu robić swoje.