Okazuje się, że grając koncert w jednym z polskich miast... ze sceny krzyczała nazwę innego!
Gramy sporo. Głównie to weekendy, więc nie rzucam się w trasy koncertowe, które nie mają końca i w zasadzie po sześćdziesiątym dniu już nie wiesz czy jesteś tu, czy gdzieś indziej. Miałam taki przypadek, że krzyczałam na koncercie, już nie pamiętam gdzie, chyba w Bielsko-Białej krzyczałam Biała Podlaska. I ci ludzie już na koniec nawet mi nie tłumaczyli, że to jest inna miejscowość, już też krzyczeli Biała Podlaska - wyjawiła rozbawiona
Wielbiciele Marty na pewno wybaczyli jej to małe potknięcie. Nie jest tajemnicą, że po wielu dniach w trasie zmęczenie czasem bierze górę, a artyści, choć robią wszystko co mogą, żeby zadowolić swoich fanów, są tylko ludźmi. W końcu nawet najlepszym może się przytrafić, prawda? ;)