Nie miałam problemów z płodnością, chociaż lekarze zapowiadali, że mogę je mieć, ze względu na budowę wewnętrzną. Zanim zaszłam w ciążę, nie planowałam dziecka, ale cieszę się, że jest. Czasem samemu trudno podjąć tak odpowiedzialną decyzję, ale los podjął ją za mnie. Urodziłam Marysię, gdy miałam 25 lat, jak na dzisiejsze czasy dość młodo. Na początku oczywiście byłam trochę zagubiona, ale miałam czas, żeby się przygotować, te dziewięć miesięcy bardzo się przydaje. Nigdy jednak nie miałam problemów z zaakceptowaniem swojej ciąży i swojego dziecka. Odkąd pojawiło się na świecie, właściwie walczę z nadopiekuńczością. Pomimo tego, że jestem aktorką, a to zawód, w którym nie powinno się znikać, byłam z Marysią prawie do 3. roku życia. Gdy skończyła 4 lata, zaczęła uczęszczać do państwowego przedszkola. Tam się usamodzielniła, wyrosła, a mnie wciąż niełatwo zrozumieć, że moja córka, która teraz ma już 11 lat, jest na tyle duża, że w wielu sytuacjach umie sobie radzić sama. Dla mnie ona wciąż jest malutka. I wciąż robię pewne rzeczy, choć wiem, że nie powinnam, wciąż ją wyręczam, choć wiem, ze musi - dla swojego dobra - robić to sama. Szczerze mówiąc, to moja bolączka - przyznała.