Maja Chwalińska od dziecka marzyła o wygranej Rolanda Garrosa. "Jak się chce kimś być w przyszłości..."
Maja Chwalińska w półfinale Rolanda Garrosa pokonała Rosjankę Dianę Sznajder 7:6(4), 6:4 i zameldowała się w wielkim finale. Czy sięgnie po tytuł? Przekonamy się 6 czerwca. Tymczasem wracamy do jej nastoletnich wspomnień — bo jak się okazuje, wygrana tego turnieju była jej największym marzeniem, o którym mówiła już jako 13‑latka.
13‑letnia Maja Chwalińska, jeszcze jako zawodniczka BKT Bielsko‑Biała, dotarła do półfinału prestiżowego turnieju młodych talentów w Paryżu, w którym brało udział zaledwie 16 najbardziej obiecujących tenisistów w Europie. Już wtedy mówiła o tenisie z dojrzałością, która wyprzedzała jej wiek. — Jak się chce kimś być w przyszłości, to trzeba o to walczyć i dlatego wstaję i idę na ten trening, po to, aby później zostać tą tenisistką. Tenis to szczęście. To jest po prostu coś wspaniałego. Kocham w to grać, polecam to wszystkim — opowiadała w wywiadzie udostępnionym przez portal bielsko.biala.pl na Instagramie.
Styl Igi Świątek oczami Evy Minge. Co stoi za modowymi wyborami tenisistki?
Maja Chwalińska wspomina pierwsze tenisowe marzenia
Choć była zaledwie nastolatką, już wtedy Maja Chwalińska wiedziała, że trening czyni mistrza.
Trenuję cztery razy w tygodniu, ale we wtorki i czwartki grałam jeszcze od 6 do 8 rano, bo szkołę zaczynałam później.
Wiedziała też dokładnie, o jakiej wygranej marzy.
O Roland Garros, bo jest na mączce i nie wiem tak naprawdę, dlaczego tak dokładnie, ale jakoś tak Roland Garros — wyznała z rozbrajającą szczerością.
Dziś, gdy spełnia tamte dziecięce marzenia na wielkoszlemowej scenie, jej słowa sprzed lat nabierają zupełnie nowego znaczenia.
Maja Chwalińska o grze z najlepszymi
Po wygranym półfinale Chwalińska nie ukrywała, że fizycznie czuje się słabo, ale nie zamierza się nad sobą pochylać.
Gra z jednymi z najlepszych zawodniczek na świecie dzień po dniu to ogromne wyzwanie. Ale to jest Wielki Szlem, więc trzeba dawać z siebie wszystko i jeszcze więcej. Ja na to ani trochę nie narzekam — podkreśliła podczas konferencji.
Zapytana o receptę na sukces, wskazała na coś, co w jej grze widać od lat — spokój.
Czasem też bywam szalona... Ale staram się panować nad sobą, bo wiem, że to dla mnie najlepszy sposób, żeby grać na moim najwyższym poziomie. Staram się być spokojna, ale we mnie, w środku, jest burza — żartowała.