Kuba Wojewódzki poszedł na policję i... został odprawiony z kwitkiem. "Pan się k***a filmów naoglądał"
Kuba Wojewódzki w swoim programie wrócił do swoich wizyt na komisariatach. Wspominał kradzież radia, przeciekający dach i sytuację, w której został odesłany do domu chcąc zgłosić napaść ze strony Jarosława Jakimowicza. – Była sobota – przyznał.
W najnowszym odcinku programu "Kuba Wojewódzki" prowadzący rozmawiał z Bartoszem Obuchowiczem, który gra w serialu "Młode gliny". Aktor wciela się tam w Ludwika Grudnia, doświadczonego technika kryminalistyki, i przyznał, że lubi grać policjanta. To wystarczyło, by Wojewódzki odpalił serię anegdot o swoich kontaktach z polską policją.
Marcin Miller o Kubie Wojewódzkim. Słabe jest to, że Wojewódzki usłyszał, nawet nie przeczytał, bo on ma to w *****"
Kuba Wojewódzki porównuje seriale do prawdziwej policji
Gospodarz show zaczął od tego, że policjanci, z którymi rozmawia, często śmieją się z serialowych produkcji.
Ja mam często kontakty z panami policjantami. I to nie w sytuacjach… bo już dawno jeżdżę bezpiecznie… i oni mówią, że prawie każdy serial o policji ich wkurza, bo to jest science fiction – rzucił Wojewódzki.
Obuchowicz odpowiedział spokojnie, że telewizja rządzi się swoimi prawami, często tworząc "piękną wizję", a nie ukazując realia. – Jeżeli ktokolwiek był w Polsce na komisariacie, a przynajmniej w Warszawie — ja byłem, parę razy — to nie wygląda jak nasz – stwierdził.
Kuba Wojewódzki opisuje absurdalne warunki na komisariacie
To otworzyło Kubie Wojewódzkiemu drogę do wspomnień. Przyznał, że też był na komisariacie, ale w Łodzi.
Pierwsza rzecz, jak wszedłem, to wiesz co zobaczyłem? Miednicę, bo kapało z dachu. I pomyślałem sobie: pomogą mi tu.
Potem opowiedział historię o kradzieży radia z samochodu.
Zgłosiłem to na komisariat. Mówię: taka i taka sytuacja. Auto stoi na zewnątrz, więc on przyszedł i powiedział: no jest dziura. Ja mówię: nie weźmie pan odcisków? A on mówi: no pan się k***a filmów naoglądał. I poszedł.
– I ja mam wrażenie, że tak jest do dziś – podsumował.
Kuba Wojewódzki wspomina zgłoszenie napaści na komisariacie
Kuba Wojewódzki wrócił też do głośnej sytuacji z Jarosławem Jakimowiczem, który miał go zaatakować.
Napadł mnie niedawno Jarek Jakimowicz. I ja idę na komisariat. Mówię: dzień dobry, chciałem zgłosić napaść. A on tak: kiedy? Dziś. Dziś nie pracujemy. Była sobota, słowo honoru.
– To był policjant, miał dwie gwiazdki. Pomyślałem: jakiś generał – dodał z przekąsem.
Przypominamy: konflikt miał swój początek w jednej z warszawskich restauracji. Wojewódzki twierdzi, że Jakimowicz publicznie zwyzywał go, używając m.in. antysemickiego określenia. Opisał sytuację na Instagramie, zapowiadając, że sprawa trafi do sądu. Jakimowicz zaprzeczył tej wersji wydarzeń, twierdząc, że nie użył takich słów i że cała sytuacja została sprowokowana przez Wojewódzkiego. Dodał, że chciał jedynie "odejść na bok i porozmawiać".
ZOBACZ TAKŻE: Kuba Wojewódzki ostro o SPRZECZCE z Jarkiem Jakimowiczem