Nie jest tajemnicą, że Brytyjczycy najchętniej posadziliby na tronie księcia Williama i księżną Kate. Power couple z Pałacu Kensington od lat jest wynoszone na piedestały za swoją charytatywną działalność, brak skandali, doskonały kontakt z poddanymi i wprowadzanie monarchii w XXI wiek. Książę Karol z kolei – choć do tronu ma naturalne prawa – wciąż utożsamiany jest z tragedią, która spotkała księżną Dianę, królową ludzkich serc, swoją pierwszą żonę. Jakby tego było mało, obywatelom Zjednoczonego Królestwa nie w smak jest, że księżna Camilla mogłaby zyskać tytuł królowej małżonki i rządzić u boku swojego ukochanego.
Okazuje się jednak, że książę Walii może liczyć na poparcie rządu. W poniedziałkowym oświadczeniu premier Theresa May wyznała, że sukcesja księcia Karola jest przez nich mile widziana:
Wygląda na to, że przynajmniej w parlamencie ktoś go poprze. Ale co z resztą Brytyjczyków?