Muniek Staszczyk lata temu przeszedł udar. Z takimi konsekwencjami musi się liczyć: "W ogóle się nie badałem"
Muniek Staszczyk wrócił wspomnieniami do momentu, który całkowicie odmienił jego życie. W podcaście "Abonent czasowo niedostępny" opowiedział o konsekwencjach udaru, który przeszedł w 2019 roku podczas pobytu w Londynie. To wtedy, jak sam mówi, "wszystko się przewartościowało".
Muniek Staszczyk został znaleziony nieprzytomny w londyńskim hotelu, w pobliżu lotniska Heathrow. Lekarze zdiagnozowali u niego udar krwotoczny, czyli wylew krwi do mózgu. Do Wielkiej Brytanii poleciał prywatnie, by zobaczyć koncerty Boba Dylana i Neila Younga — wyjazd, który miał być muzyczną przyjemnością, zakończył się walką o życie. Sam momentu udaru nie pamięta, a przebieg wydarzeń odtworzył później z dokumentacji medycznej i relacji bliskich. Dziś mówi wprost, że jego życie zwolniło, a wiele dawnych nawyków przeszło do historii.
ZOBACZ TAKŻE: Muniek Staszczyk o używkach. Żona chciała go zostawić
Maja Rutkowski o zwkłóknieniu w płucach i programie "Królowa Przetrwania"
Muniek Staszczyk opowiada o codzienności po udarze
Po udarze życie Muńka wygląda inaczej niż przez większość jego kariery. Najbardziej odczuwalną zmianą jest brak możliwości prowadzenia samochodu.
Jeżdżę teraz komunikacją publiczną, bo mam po prostu zakaz po udarze prowadzenia samochodu — powiedział w podcaście
To dla niego duża rewolucja, bo przez lata funkcjonował szybko, intensywnie, w ciągłym ruchu. Dziś ten rytm jest spokojniejszy i bardziej uporządkowany.
Jestem człowiekiem miejskim. Kiedyś znałem wszystkie knajpy w tym mieście, dzisiaj nie znam żadnej, po prostu ze względów zdrowotnych — przyznał.
Muzyk nie ukrywa, że wiele dawnych aktywności musiał odpuścić, bo organizm nie pozwala już na życie "na pełnym gazie". Jednocześnie podkreśla, że mimo ograniczeń czuje wdzięczność:
Jestem po wylewie. Dzięki Bogu, że jest tak jak jest i wyszedłem z tego. Teraz temat konsumpcji to po prostu jest historia.
Kiedyś Muniek Staszczyk miał zupełnie inny tryb życia
W przeszłości Muniek żył jak klasyczny rockman lat 90., w trybie, który sam później nazwał "prędkością 250 km/h". Jakiś czas temu, w wywiadzie z Plejadą przyznał:
Szczególnie w latach 90. żyłem zgodnie z hasłem: sex, drugs and rock’n’roll. (…) Nigdy jednak nie wyrzucałem telewizorów przez okno, nie robiłem żadnych zadym, nie szukałem guza. Rzadko kiedy urywał mi się film, w sumie może z trzy razy w życiu.
Sam mówił, że "wprowadzał do organizmu duże ilości alkoholu", a do tego dochodziły kokaina i amfetamina. Twierdził, że zawsze "upijał się na wesoło", był duszą towarzystwa i miał poczucie, że nic mu nie grozi. Jednocześnie kompletnie ignorował zdrowie.
(...) Wydawało mi się, że jestem nieśmiertelny. W ogóle się nie badałem, omijałem lekarzy szerokim łukiem. Gdy 20 lat temu stwierdzono u mnie nadciśnienie, przez chwilę brałem leki, ale potem je olałem — dodał.