1 sierpnia obchodzimy rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego — dzień pamięci, ciszy i skupienia. W tym roku uwagę opinii publicznej ponownie przyciągnął marsz zorganizowany przez Roberta Bąkiewicza, który przeszedł przez centrum miasta i wzbudził kontrowersje swoją formą. Joanna Racewicz była oburzona tym, co działo się podczas wydarzenia. Nie zawahała się skomentować sytuacji na Instagramie, a cały wpis poświęciła temu, jak jej zdaniem wyglądała rocznica, która powinna łączyć, a nie dzielić.
ZOBACZ TAKŻE: Telewizja Republika banuje reklamy niemieckich firm. W tle zatrzymanie Bąkiewicza w Berlinie
WIDEOJoanna Racewicz mieszka na Wilanowie i czuje się słoikiem. Co jej przeszkadza?
Joanna Racewicz krytykuje zachowanie Roberta Bąkiewicza
Joanna Racewicz opublikowała pełny, ostry komentarz dotyczący zachowania Roberta Bąkiewicza podczas obchodów.
Warszawa 1 sierpnia 2026. Przez chwilę było poruszająco. Uroczyście. A potem poszły w ruch race, gryzący dym, krzyki o chwale i ogłuszający wiecowy ryk Roberta Bąkiewicza. Tego samego, który miał odwagę zagłuszać przemówienie Pani Wandy Traczyk‑Stawskiej na Placu Zamkowym 21 października 2021 r. Wtedy usłyszał: "Milcz, głupi chłopie". Dziś pewnie też powinien. Cisza pamięci o Bohaterach i tragedii przegrała z decybelami - napisała.
Przypominamy: podczas manifestacji "ZostajeMY w Unii" w 2021 roku Wanda Traczyk‑Stawska zwróciła się do Bąkiewicza słowami:
Milcz, głupi chłopie! Chamie skończony! Bo ja jestem żołnierzem, który pamięta, jak krew się lała, jak moi koledzy ginęli, ja tu jestem, aby wołać w ich imieniu!
ZOBACZ TAKŻE: Gwiazdy, które walczyły w powstaniu warszawskim. Zanim trafili na ekrany, brali udział w wojnie
Robert Bąkiewicz idzie w tłumie z racami i flagami
Marsz przeszedł ulicami Warszawy pod hasłem "Nie będzie Niemiec pluł nam w twarz", które organizatorzy przedstawiali jako nawiązanie zarówno do historii, jak i współczesnych sporów dotyczących relacji polsko-niemieckich oraz kwestii reparacji wojennych. Na czele pochodu niesiono ogromny transparent z tym hasłem oraz kilkusetmetrową biało-czerwoną flagę. Wśród uczestników dominowały biało-czerwone barwy, opaski z symbolem Polski Walczącej oraz sztandary środowisk narodowych i Ruchu Obrony Granic.
Tuż po godzinie "W" odpalono race, nad centrum Warszawy unosiły się kłęby dymu, a uczestnicy skandowali hasła m.in. dotyczące "obrony polskości". W swoim przemówieniu Robert Bąkiewicz podkreślał konieczność obrony suwerenności Polski oraz ponownie domagał się wypłaty przez Niemcy reparacji wojennych.
Organizacji wydarzenia towarzyszyła również szeroko komentowana internetowa zbiórka pieniędzy. Kilka dni przed marszem Robert Bąkiewicz apelował do swoich sympatyków o wsparcie finansowe, informując, że do zamknięcia budżetu brakuje około 120 tys. zł. Według przedstawionego przez organizatorów kosztorysu całe przedsięwzięcie miało kosztować około 238 tys. zł.