Joanna Krupa podkreśla, że dziś do odmładzania podchodzi z dużą ostrożnością, choć pierwsze kroki w tym kierunku stawiała bardzo wcześnie. Pierwszy zabieg wykonała, gdy miała 20 lat. Z perspektywy czasu uważa, że w tak młodym wieku nie było to jej potrzebne. Wskazuje, że zamiast intensywnych ingerencji lepiej skupić się na podstawach: pielęgnacji kremami, dbaniu o skórę i unikaniu nadmiernego słońca.
WIDEOMichał Danilczuk po raz pierwszy tak szczerze o stracie brata. Jak rodzina poradziła sobie z tragedią? "Muszę przerwać"
Joanna Krupa żałowała tych zabiegów
Modelka otwarcie mówi, że próby z zabiegami określanymi jako laserowe skończyły się dla niej rozczarowaniem. Opisuje, że efekty miały być poprawą wyglądu, a w praktyce odczuła je jako pogorszenie kondycji skóry i zmianę rysów twarzy.
Miałam w życiu wiele pomyłek. Próbowałam laserów, ale one bardzo zniszczyły mi skórę. Zjadły mi tłuszcz na twarzy! Spaliło mi to mój baby fat. Więc lasery i inne takie rzeczy, młode dziewczyny, uciekajcie od tego, to jest masakra. Tylko kasę biorą. Ja stosuję tylko zimną wodę z lodem i osocze z własnej krwi. Myślę, że te dwie rzeczy są super. Pobudzają kolagen i stymulują skórę - powiedziała w wywiadzie dla Pudelka.
Jednocześnie wskazuje, że sama stawia na prostsze metody: wymienia m.in. zimną wodę z lodem oraz osocze pozyskiwane z własnej krwi, które - w jej oJocenie - mają wspierać skórę i stymulować procesy odpowiedzialne za jej jędrność.
Ekspert o słowach Joanny Krupy
Marcin Janusek z warszawskiej kliniki Derma Instytut wyjaśnił w rozmowie z Pudelkiem, że opisywany przez Joannę Krupę problem, czyli spadek objętości i ubytek tkanki tłuszczowej, w medycynie estetycznej bywa określany jako niekontrolowany zanik podskórnej tkanki tłuszczowej. Zaznacza przy tym, że kilka lat temu stosowane technologie (niekiedy nazywane laserami, choć nie zawsze precyzyjnie) były mniej dokładne i nie miały nowoczesnych systemów kontroli temperatury, co mogło zwiększać ryzyko niepożądanych skutków: