Jan Lubomirski-Lanckoroński ZAPROSIŁ DO SWOJEGO PAŁACU. W takim luksusie spędzi Wielkanoc [ZDJĘCIA]
Wielkanoc to wyjątkowe święta i w wielu domach obecne są wtedy szczególne tradycje, przekazywane z pokolenia na pokolenie. A jak ten czas spędza przedstawiciel polskiej arystokracji? Jan Lubomirski-Lanckoroński zaprosił media do swojego domu.
Wielkanoc u księcia. Jan Lubomirski-Lanckoroński zdradził, jak spędza ten szczególny czas
Wielkanoc to wyjątkowe święta i w wielu domach obecne są wtedy szczególne tradycje, przekazywane z pokolenia na pokolenie. A jak ten czas spędza przedstawiciel polskiej arystokracji? Jan Lubomirski-Lanckoroński zaprosił media do swojego domu.
Dziennikarka TVN miała okazję porozmawiać z księciem Janem Lubomirskim-Lanckorońskim w jego Palazzo Murano na warszawskim Muranowie. Wnętrza pałacu zachwycają. Skąd wzięła się nazwa tego miejsca?
Wcześniej był to zupełnie inny obiekt – tuż po II wojnie światowej funkcjonowała tu poczta. Często pojawia się pytanie o nazwę, bo Palazzo Murano brzmi dość zaskakująco i rzeczywiście kojarzy się z Włochami. I nie jest to przypadek. Oczywiście nie jesteśmy ani w Wenecji, ani na wyspie Murano, ale wszystkie elementy kryształowe oraz lampy są oryginalne – zostały przeze mnie osobiście kupione i sprowadzone właśnie z Murano, a część z nich wykonano specjalnie dla nas - wyznał książę dla Jastrząb Post.
Swego czasu w pobliżu mieszkał włoski architekt, od którego nazwę powzięła cała dzielnica Warszawy.
Skąd jednak sama nazwa "Murano"? Od Muranowa. I wcale nie pochodzi ona od muru, jak niektórzy sądzą. Dawniej mieszkał tu architekt Józef Szymon Bellotti – nie mylić z malarzem Bellottem – który miał w tym miejscu swój niewielki pałacyk. Cała przestrzeń wokół nazywana była Ogrodem Murano, ponieważ Belotti pochodził z wyspy Murano we Włoszech. Z czasem nazwa ta przylgnęła do dzielnicy, a my, można powiedzieć, wróciliśmy do jej historycznych korzeni, nazywając ten obiekt Palazzo Murano - wyjaśnił Jan Lubomirski-Lanckoroński.
CZYTAJ TAKŻE: Syn księcia Jana Lubomirskiego-Lanckorońskiego nie jest już dzieckiem. Dumnie reprezentuje ojca
Jan Lubomirski-Lanckoroński uchylił rąbka tajemnicy, pokazując świątecznie przygotowaną jadalnię w swojej rezydencji. Na stole pojawiła się elegancka wielkanocna zastawa, a obok tradycyjnych wypieków i dekoracyjnych dodatków znalazło się także współczesne wydanie najstarszej polskiej książki kucharskiej. Choć arystokrata z humorem przyznaje, że sam nie jest mistrzem kuchni, chętnie uczestniczy w kulinarnym życiu domu.
Zdarza mi się bardzo często, staję przy [garnkach w kuchni - przyp. red.] i zjadam to, co gotuje żona. Albo poluję, jak jest coś dobrego. Ale jeżeli chodzi o gotowanie, bardzo mi przykro. Jestem chyba dosyć typowym działającym w kuchni mężczyzną, czyli potrafię zrobić jajecznicę – mówi z dystansem.
W jego domu Wielkanoc to przede wszystkim powrót do tradycji i smaków znanych od pokoleń. Na stole królują ryby oraz proste dania, które przywołują rodzinne wspomnienia.
Po pierwsze, oczywiście w okresie postnym jest ryba. Pamiętam bardzo dobrze tak zwane kartofle w łupinach. Do tego trochę masła. To także cudowne albo na przykład ze śledziami w śmietanie – wspomina.
Nie brakuje także słodkości, w tym kultowych kajmaków, które – jak zdradza – były specjalnością jego ojca. Współcześnie jednak pewne zasady uległy zmianie. Mimo bogatej tradycji najważniejsze pozostaje dla niego coś innego.
Właściwie każdy moment spędzania z rodziną jest przepiękny i to jest chyba najważniejsze - wyznał książę.