Ukochana Bradleya Coopera pojawiła się w Cannes bez swojego partnera - zabrała za to kreację, za którą warto byłoby skoczyć w ogień. Suknia z dopasowaną górą i bez rękawów świetnie podkreślała biust i talię, a asymetryczna spódnica odsłaniała to, co Irina ma najlepsze, czyli boskie nogi. Kreacja o awangardowym fasonie była jednak dość klasyczna. Modelka postawiła na czerń, która pasuje każdej kobiecie, a potem ożywiła ją dodatkami.
Mocne usta i bardzo rozświetlone oko odmłodziły ją o kilka lat i sprawiły, że twarz wyglądała świeżo i promiennie. Srebrna, wysadzana szmaragdami biżuteria przyciągała spojrzenie i nadawała całemu lookowi charakteru. Czarne sandałki na szpilce optycznie wydłużały sylwetkę i pomagały okiełznać długi tren sukni. Wisienką na torcie były włosy, zebrane w nienagannego, nieskomplikowanego koczka.
Jak wam się podoba?