Była molestowana przez księdza. "Zakonnice o wszystkim wiedziały". Tak Kora mówiła o Kościele katolickim
Kora Jackowska zachwycała publiczność charyzmą, talentem i bezkompromisowością. Za scenicznym sukcesem kryła się jednak historia pełna bólu. Wokalistka Maanamu wielokrotnie wracała wspomnieniami do traumatycznych lat spędzonych w domu dziecka prowadzonym przez siostry zakonne, gdzie – jak sama ujawniła – doświadczyła przemocy i molestowania.
8 czerwca przypada rocznica urodzin Kory, jednej z najważniejszych postaci w historii polskiej muzyki. Artystka pozostawiła po sobie nie tylko niezapomniane przeboje, ale także poruszające świadectwo trudnego dzieciństwa. W swoich wywiadach i autobiograficznych wspomnieniach opowiadała o doświadczeniach, które na zawsze wpłynęły na jej życie i światopogląd.
Izabela Trojanowska o wierze. Co myśli o gwiazdach, które krytykują kościół?
Kora Jackowska dorastała w domu dziecka, powadzonym przez zakonnice
Kora trafiła do domu dziecka w Jordanowie, gdy miała zaledwie cztery lata. Pobyt w placówce wspominała jako jeden z najtrudniejszych okresów swojego życia. W autobiografii pisała:
Spędziłam tam pięć strasznych lat (...). W domu dziecka nie była już Olgą, Olusią ani Ciucią. Była numerem osiem, taki bowiem numer miała na ubraniach (...). Nikt nie wołał na mnie: Oleńko albo Gwiazdeczko, jak nazywała mnie mama. Byłam numerem osiem.
Wspominała, że dzieci były karane fizycznie i psychicznie, a poczucie osamotnienia towarzyszyło jej niemal każdego dnia. Choć zdarzały się osoby okazujące dobroć, jak siostra Marta, która nazywała ją "Gwiazdeczką", nie zdołało to zatrzeć bolesnych wspomnień.
Kora mówiła głośno o byciu molestowaną przez księdza
Najbardziej wstrząsające były jednak relacje dotyczące miejscowego księdza, który miał wykorzystywać swoją pozycję wobec dzieci. Kora opowiadała o mechanizmie, który przez lata pozostawał bez reakcji dorosłych.
(...) Pod sutanną miał spodnie, a w tych spodniach cukierki w głębokich kieszeniach. Nie dawał nam ich sam. Dziewczynki musiały podchodzić po kolei i grzebać w tych kieszeniach, by znaleźć cukierka. A przy okazji grzebały wiadomo gdzie. Jak sobie przypominam te niedzielne poranki, to zalewa mnie krew. Zakonnice o wszystkim wiedziały, wszystko działo się na ich oczach. Były strażniczkami tego cichego szaleństwa, tej sparaliżowanej zgrozy – mówiła w rozmowie z "Wprost".
W innym wyznaniu dodała więcej wstrząsających szczegółów.
Był starym śmierdzącym człowiekiem, który wpychał mi jęzor do ust i gmerał w majtkach. Gdy wcześniej patrzyłam na niego na ulicy, nie wydawał mi się tak obrzydliwy, ale gdy zaczął się do mnie dobierać, już tak.
CZYTAJ TAKŻE: Trwa SPÓR o spadek po Korze. Syn artystki wprost o trudnych relacjach z Sipowiczem: "Jest to podwójnie przykre"
Kora dystansowała się od Kościoła po trudnych przeżyciach z dzieciństwa
Doświadczenia z dzieciństwa na trwałe wpłynęły na stosunek Kory do Kościoła katolickiego. Choć interesowała się duchowością i tematami metafizycznymi, straciła zaufanie do instytucji kościelnej. W późniejszych latach otwarcie mówiła, że nie potrafi przekroczyć progu kościoła i nie chciała, by duchowni odgrywali rolę w jej życiu prywatnym.
Trauma związana z dzieciństwem wielokrotnie wracała także w jej twórczości – w tekstach piosenek, wspomnieniach i publicznych wypowiedziach. Kora nie ukrywała, że właśnie te przeżycia ukształtowały jej wrażliwość, niezależność oraz odwagę do mówienia o sprawach, o których przez lata wiele osób wolało milczeć.
Artystka obchodziłaby dziś swoje 75. urodziny.