Kariera Marianny Schreiber w sportach walki od samego początku budzi ogromne emocje w mediach. Wygląda na to, że celebrytka nie traktuje występów w oktagonie wyłącznie jako widowiska, ale jako prawdziwy test wytrzymałości i determinacji. Najlepszym tego dowodem był jej ostatni występ na gali PRIME MMA, gdzie zdecydowała się na mordercze wyzwanie i wzięła udział w turnieju kobiet.
WIDEOGrzegorz Collins nie może poradzić sobie z łysieniem. Czeka na przełomowe metody!
Morderczy maraton w klatce. Marianna Schreiber stanęła do walki
Format turniejowy wymaga od zawodników wyjątkowej kondycji oraz odporności na ból. Aby zameldować się w finale, Marianna Schreiber musiała najpierw pokonać dwie rywalki w pojedynkach eliminacyjnych. W drodze po puchar odprawiła z kwitkiem Inez Kolasę oraz Paulinę Porzucek, prezentując dużą wolę walki i determinację.
Ostatecznie w wielkim finale celebrytka musiała uznać wyższość Wioli Koteleckiej, przegrywając pojedynek na punkty po pełnym dystansie. Choć pas mistrzowski trafił w ręce jej przeciwniczki, Schreiber zyskała uznanie kibiców za to, że nie poddała się mimo ogromnego zmęczenia i trudu stoczonych rund.
Marianna Schreiber na SOR-ze MSWiA. Pokazała ślady po walce
Trzy wycieńczające starcia pozostawiły jednak widoczny ślad na ciele zawodniczki. Marianna Schreiber poinformowała swoich obserwatorów na platformie X (dawniej Twitter), że po zakończeniu rywalizacji udała się do Szpitalnego Oddziału Ratunkowego MSWiA w Warszawie, by poddać się szczegółowym badaniom medycznym.
Do wpisu dołączyła wymowne zdjęcie zrobione w lustrze, na którym widać opaskę szpitalną, zaczerwienienia na twarzy oraz wyraźne zasinienia na ramionach i rękach. W dołączonym oświadczeniu Schreiber podkreśliła, że mimo porażki w finale oraz widocznych śladów krwi i łez, walczyła do samego końca. Zwróciła również uwagę na sprawną obsługę w stołecznej placówce medycznej, dodając, że zarówno w sporcie, jak i w codziennej działalności społeczno-politycznej nie zamierza się nigdy poddawać.